• 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Historia starożytna Bialenii, cz.1. Podręcznik. K.J. Michalski, M. Kamiński
#1
Podręcznik do historii Bialenii autorstwa Konstantego Jerzego Michalskiego i Macieja Kamińskiego.
Cytat:Pierwszych ludzi na terenie Wysp Valhalli możemy upatrywać około 17 000 r. p. n. e., były to jedynie migracje z terenów Nordaty ku Sarmatoazji. O ich obecności wiemy dzięki wykopaliskom z okolic Bałdaraszu, Nowej Auterry i Portu Arthurbergu. Jednakże, pomimo zakrojonych na wielką skalę badań szczątków ludzkich, nie udało się znaleźć jakichkolwiek śladów obecności człowieka od około 15 000 r. p. n. e. do 12 000 r. p. n. e. Zapewne ludy dotarły w tym okresie czasu na zachód, do Sarmatoazji, na co wskazują kolejne poszlaki. 
W okresie około tysiąca lat - od około 12 500 r. p. n.e, aż do 11 500 r. p. n. e. nastąpiło znaczące ochłodzenie klimatu, które szczególnie dotknęło Sarmację. Dwa ludy, a dokładniej ich cząstki - Sarmaci i Teutoni, którzy już gościli wcześniej na terenie Bialenii, powrócili na nasze ziemie, poprzez zamarznięte Morze Gellońskie. Ta trzecia już epoka lodowcowa, była - choć krótka, niezwykle dotkliwa, gdyż średnia roczna naszych temperatur, co wiemy z badań na lodowcu anatolijskim, która jeszcze w pełni nie osiągnęła poziomu sprzed tejże epoki lodowcowej, wahała się od 16 do 19 stopni Celsjusza. Mimo wszystko - Teutoni i Sarmaci przybyli do nas “szukać lepszego żywota”. 
Po pięciuset latach “okresu przejściowego” nastąpił ciepły interglacjał, który pozwolił na osiedlenie się naszym Sarmatom i Teutonom na stałe, jak i na rozwój rolnictwa. Powstały trzy państwowości (lecz wpierw miasta-państwa) - dwie założone przez Sarmatów - Dlet (ob. Derba, dzielnica Topolna) i Reuh (ob. Działkowo) oraz jedna założona przez Teutonów - Fydgall (ob. Rybaki). Sarmackie państwowości walczyły z Teutonami. 
Pierwsza ich wojna jest też najstarszą wojną mikroświata. Znana jest jako “I wojna o Numbres”. Rozgrywała się około 8-9 pokoleń przed powstaniem jakichkolwiek źródeł pisanych. W ówczesnych państwach bardzo wyraźny był wciąż podział na plemiona, z których każde miało własnego, mocno niezależnego władcę. Przyczyną wojny, zgodnie z późniejszymi podaniami, były religijne - chodziło bowiem o obsadzanie kapłanów w świętym dla obu nacji mieście na północy Bialenii. Każda strona liczyła sobie po trzy plemiona. Z uwagi na nieprzestrzeganie ustaleń strategicznych przez swoich wodzów, przegrała zdecydowanie strona teutońska.
Dzięki pismu klinowemu, które powstało około 10 000 r. p. n. e., dowiedzieliśmy się wielu informacji. Ciągły pat “na froncie” wymógł tak szybki postęp techniczny, dzięki któremu opracowaliśmy pismo na sześć tysięcy lat przed naszym pierwszym naśladowcą - plemionami Al Rajnu. 
Religie, a dokładniej panteony bóstw naszych pre-Bialeńczyków również były niezwykle rozbudowane jak na czasy - dla wszystkich - epoki kamienia łupanego. Głównymi bóstwami byli Idon - wszechwładny bóg, stworzyciel świata, Nifel - bogini zmarłych i Yggdral - bóg podziemi i piekieł. Obie religie - teutońska i sarmacka po krótkim czasie połączyły się i pomimo nienawiści między narodami, spajały je. 
Pomimo niezwykle szybkiego rozwoju i ciepłego interglacjału, klimat ponownie gwałtownie się ochłodził. Klęski głodu, powodzie i inne katastrofy dotknęły cywilizację i drastycznie zmniejszyły populację. Wtedy też nastał czas “mrocznych wieków” kiedy to ludność sarmacka i teutońska (lecz coraz bardziej mieszająca się) zapomniała pisma, obróbki brązu i innych wielkich osiągnięć technicznych I kultury Bialeńskiej. Część ludności uciekła do wygnanych z północy osiedlających się w Jahołdajewszczyźnie, a reszta w większości do Pomorza i na przyszłą Pustynię Bengazijską. Nie wiemy o tym okresie zbyt wiele, jednak rolnictwo w okrojonej formie zapewne przetrwało dzięki pre-Jahołdom. Panteon bóstw został jednak z czasem zapomniany. 


Na Pomorzu, w Bengazji i Jahołdajewszczyźnie odrodziła się się cywilizacja około 4 tyś. lat p. n. e., kiedy to wynaleziono powtórnie pismo. Na południu Bialenii znaleziono ślady po miastach w okolicach Nowej Auterry i Starego Klume, były więc to główne aglomeracje nowej cywilizacji, obok osad ludzkich nieopodal Bałdareszu i doliny bengazijskich rzek, gdzie znajdowała się istna metropolia tamtej epoki  - Urno. Wynaleziono tam nawet asfalt, którym wylewano chodniki. Po około dwóch setkach lat rozpoczął się na dobre handel pomiędzy cywilizacjami, a w okresie następnego tysiąca, do około 2 800 r. p. n. e. trwała kolonizacja najbliższych obszarów. Perstanowie, czyli przodkowie Jahołdów zajęli w znaczącej większości góry, Igdrale - przodkowie Bengazijczyków przejęli całą dolinę Topolówki i rozpoczęli budować tam monumentalne kompleksy świątynne i pałacowe. Pomorzanie natomiast rozpoczęli kolonizację na zachodzie Anatolii i na całym wybrzeżu Ajszaburgii, po uprzednim zasiedleniu Pomorza, głównie jego wybrzeża, gdyż na równinach grasowali nomadzi czyhający na kupców i grabiący okoliczne niewielkie miasta. 
Należy również opisać sytuację na Anatolii - powstały tam dwie kolonie które przetrwały najazdy nomadów - Carnuntum i Lumia, która powstała na wybrzeżu wschodniej Anatolii, nieopodal związku plemion żyjących w górach - Ajsenów. Obie z nich miały odegrać ważną rolę w bialeńskiej historii, lecz zainteresujmy się wpierw tą drugą. Panowała tam swoista oligarchia z luźnymi powiązaniami między Lumią, a Starym Klume, które było metropolią. Kolonia jednak coraz bardziej się uniezależniała od macierzy, gdyż najbliższe większe zasoby cyny, której potrzebowano do wytopu brązu, posiadali wrodzy Ajseni, tak więc tworzyła nowe kolonie, na północnym wybrzeżu Anatolii i południowym Gothiki. Toczyła również pierwsze wojny morskie z Carnuntum o panowanie nad północno-zachodnią Anatolią. 
Około 2 500 r. p. n. e. mamy  miejsce kilku ważniejszych wydarzeń, mianowicie - Ingolf, władca Igdrali zaatakował w 2496 r. p. n. e. zaatakował i podbił północną Jahołdę - od Orlego Szczytu do dzisiejszego Wyżynna. Zapoczątkowało to kilka wieków nienawiści pomiędzy Igdralami, a Perstanami, którzy coraz skuteczniej odpierali ataki z północy. Lumia usamodzielniła się i ucywilizowała całe wybrzeże Gothiki, natomiast “nomadzi” pomorscy (Rakusi) dzięki wpływom jahołdzkich uchodźców i Pomorzan utworzyli własne państwo na równinach. Nastąpiła również konsolidacja organizmów państwowych - zwłaszcza Igdrali, których władcę zaczęto otaczać czcią, równą bóstwu. 
Na 2160 r. p. n. e. datuje się rozpoczęcie wielkiej wojny Pomorzan (a tak naprawdę to kilkanaście mniejszych wojenek)  z Carnuntum której to powodem było zapewne chęć odzyskania władzy nad tą byłą kolonią i jak zawsze w tamtych czasach - religia. Wtedy też po raz pierwszy, choć niechętnie, zastosowano triery - rewolucyjne jak na tamte czasy statki. Ta wojna, a trwała z krótkimi przerwami około 250 lat, a polegała głównie na podjazdach i korsarstwie, a zakończyła się minimalnym zwycięstwem Carnuntijczyków. Miała ona bardzo duży wpływ na Igdrali, którzy zostali odcięci od dostaw żywności z Anatolii, a na tych w pewnej mierze polegali w przypadku nieurodzajów. Zarządzili więc oni wielki najazd na Jahołdę za czasu wielkiego głodu około 2040 r. p. n. e. Dla ułatwienia sobie zadania sprzymierzyli się z plemieniem Maratahów. Pierwszym celem stały się wsie plemienia Selkandów, które Igdrale spustoszyli, biorąc mieszkańców w niewolę. Na wieść o tym w plemieniu Jahołdów pojawił się “prorok” Alopen, który zwiastował rychły koniec świata, gdy Jahołdzi nie usłuchają woli Bożej i nie pójdą za “wysłannikiem Pana”, czyli nim, za morza. To wydarzenie dało początek narodowi (już nie plemieniu) Jahołdów, których ponad trzy tysiące lat później poznaliśmy jako Khmerów. Po podboju obcych dla siebie etnicznie i kulturowo ziem Igdrale nie zdecydowali się na ich bezpośrednią aneksję. Ustanowili jedynie podział na kasty - niewolniczą Selkandów, zarządczą i “średnią” Maratahów oraz “pańską” nielicznych osadników igdralskich. W ten sposób zaczęło się kształtowanie także i tych plemion jako narodów, wprawdzie blisko spokrewnionych, ale wyznających zupełnie różne filozofie życiowe. Selkandowie preferowali postawę spokojną, życzliwą i pracowitą, zaś Maratahowie stawiali głównie na pomnażanie majątku, posłuszeństwo oraz bierną siłę kolektywu (niezbędną im w kontaktach z “panami” dla utrzymania swojego stanu posiadania).
Około 2010 r. p. n. e. na Gothikę dotarli Jahołdzi. W międzyczasie, trwała tam próba pozyskania dla kolonii tubylców. Lokalni władcy starali się łudzić “dzikusów” perspektywą lepszego życia, oferowali małżeństwa mieszane między Lumijczykami, a tubylcami i tym podobne. Do panteonu lumijskiego przenikł między innymi Goldur, bóg piękna, przedstawiany jako jeździec pozbawiony zbroi, z piękną czupryną i rozwiniętą muskulaturą. Jahołdzi jednak długo nie zagościli w tych okolicach, głównie z powodu obrzydzenia wielobóstwem i praktykami Lumijczyków (sami zaś byli monoteistami). Doskwierały im również liczne podatki, jakimi praktycznie natychmiast zostali obłożeni. Powędrowali po około czterech pokoleniach dalej na północny wschód. Tym razem prowadziło ich kilku “proroków”, którzy z czasem się ze sobą poróżnili. Jedni z nich osiedli w dzisiejszej Kugarii i to oni właśnie zaatakowali ziemie bialeńskie w 1103 r., aczkolwiek prawdopodobnie pomogły im inne grupy Jahołdów. Khmerzy byli też częściowo zasymilowani z kugarskimi tubylcami - o czym świadczą ich zwyczaje (m. in. część nadawanych imion)  i język, różniący się od tego którym władają  ostatnie grupki “prawdziwie bialeńskich” Jahołdów, bliższy raczej mowie brodryjskich Tatarów.
Lumijczycy znacząco powiększyli swe terytoria po krótkiej, aczkolwiek krwawej wojnie z Ajsenami około 1760 r. p. n. e., w której “odkryli” (przejęli od nich) żelazo. Pierwotnie służyło ono Ajsenom do tworzenia bransolet i ogółem biżuterii, aczkolwiek po krótkim czasie najeźdźcy odkryli, że jest o wiele bardziej wytrzymałe od brązu, więc można je wykorzystać do tworzenia broni i zbroi. Umożliwiło to Lumii podbicie większości południowo-wschodniej Anatolii. Carnuntijczycy z kolei kolonizowali wybrzeża Wurstlandii i zachodniej Gothiki. Najbardziej wysunięte na północ osady ludzkie odkryte zostały na terenie obecnej Batawii, acz prawdopodobnie były to jedynie przejściowe punkty handlowe. Zasadniczo to na terenie całej Bialenii pojawiły się coraz bardziej zcentralizowane państwa. Carnuntum i Lumia zajęły północny-wschód Bialenii. Powstały dwa państwa dzięki silnym wpływom Idgrali i w przypadku Bastarii - również Lahazydii, która wyodrębniła się od Klume po kryzysie dynastycznym. 
[Obrazek: HyScDZiJRfi4f5JbSC35NKJi2mz5XtmDzcsxVKHk...4C7mCiRo7q]
W 1487 r. p.n.e. lumijska wyprawa badawcza osiągnęła brzegi Azymutii. Przebadano część zachodniego brzegu wyspy i nie stwierdzono obecności tubylczych ludów. Metropolia podjęła decyzję o stworzeniu tam kolonii. W 1479 r. p.n.e. powstała tam osada Nowa Lumia, jednak po roku została zmieciona z powierzchni ziemi. Jak się okazało, Azymutia jednak była zamieszkana. Nieliczni ocaleni donieśli, iż zagłady nowej kolonii dokonali “wojownicy Słońca, cali lśniący”. Władze Lumii uznały to za rzucone wyzwanie. Spodziewano się przejąć nowy “sekretny dar od bogów”, za jaki uznano technologię, która pozwoliła dokonać nowemu wrogowi takiego ataku. Zebrano sporą armię ochotników i w 1456 r. p.n.e. wysłano wyprawę “karną”, która jednak poniosła klęskę w bitwie. Udało się jednak uzyskać stały przyczółek i odbudować Nową Lumię. Po kilku kolejnych (przegranych) bitwach, Lumijczycy postanowili zmienić taktykę. W 1449 r. p.n.e. odbyła się tzw. “szczwana bitwa”, w której żołnierze z Lumii nawet nie próbowali pobić przeciwników, natomiast skupili się na zaciągnięciu kilku z nich w pułapkę, by pojmać ich i wymusić od nich informacje. Plan ten się częściowo udał. Jeńcy zdecydowanie odmówili jakichkolwiek zeznań, ale Lumijczycy ujrzeli wreszcie ów “dar” - zbroje z tajemniczego, miękkiego i lekkiego materiału, którego jednak ich żelazna broń nie mogła przebić. Był to rodzaj bambusowego papieru. Honorowe zachowanie jednego z jeńców (oficera) - samobójstwo przez samospalenie w swojej zbroi, podsunęło Lumijczykom pomysł. W kolejnym starciu użyli płonących strzał, tym razem bezwzględnie gromiąc swoich wrogów. Ci jednak nie odpuszczali osadnikom ani na chwilę. Po około 50 latach ostatecznie zarzucono projekt kolonizacji tych ziem, jako iż nie odnaleziono tam żadnych cennych zasobów. Nie powiodła się też próba skopiowania technologii lekkich zbroi.
W roku 1214 p. n. e. wyruszyła wielka wyprawa wojenna Bastarów przeciw Numbres. Jej casus belli było wyklęcie z kręgu wyznawców Idona (w owym czasie dość powszechnie uznawany na Bialenii synonim osób godnych miana istoty ludzkiej, bo jak wiemy, Jahołdzi za nich nie byli uważani) króla Ezychiela VI, oficjalnie z powodu oddawana czci Bełdowi - wielkiemu prorokowi Jahołdów. Zapewne chodziło o kłótnie przy winie wielkiego kapłana idonistów, Jemhopa, i króla Bastarów. Dzięki wcześniejszym mariażom, udało się przekonać Idgrali do wspólnego ataku na teokrację Numbres. Wielki kapłan odpowiedział sojuszem z Raetią i Lahazydią oraz zawsze chętnymi na rabunek Rakusami. Bogate państwo na północy wynajęło też najemników z Anatolii. Po serii kilkunastu potyczek na pustyni, zostało zachowane status quo (Bastarowie odnieśli jednak pewien sukces, paląc Śródec w 1207 p.n.e). Jednakże, po uprzednim poborze i pojawieniu się nowego stratega z Bastarii - Sormana, który zastosował nowy szyk tarczowników w decydującej bitwie na przedpolach Numbres, pyrrusową wygraną zmusili sojuszników Jemhopa do odwrotu, a sami zajęli Numbres, po odkupieniu go z rąk najemników obsadzających tamtejsze obwarowania za łupy bitewne. Nie mogli jednak wykorzystać w żaden sposób tego zwycięstwa, gdyż wynajęta przez wielkiego kapłana flota (ponoć warta ofiar zebranych od wyznawców przez 10 lat) spaliła ich stolicę - Menę (ob. Takowo). Tą sytuację wykorzystali Idgrale, zajmując zarówno Bastarię, jak i Numbres, pozostawiając jednak lokalnym mieszkańcom pewne swobody, nauczeni doświadczeniem z ludami z gór. Pozostawili też przy życiu rodzinę królewską Bastarii, jednak trzymali ją w swojej stolicy.
Najszybciej rozwijającym się miastem na Bialenii był wówczas Nilfgaard, kwitnący handlowy ośrodek przygraniczny Lahazydii, mimo ciągłych starć zbrojnych w okolicy i ustawicznego łupienia przez Rakusów. Około 1109 roku p. n. e. został on ogłoszony stolicą. Dynastia królewska Lahazydów wybudowała tam aż pięć linii 
umocnień i murów. Nie zniechęciło to jednak koczowników. By zdobyć przechowywane w mieście bogactwa, nauczyli się (po kilku dekadach masakr, jakie przeszli) wykonywać podkopy pod murami. Gdy ukradli insygnia koronacyjne, król Lahazydii ogłosił, że w imię Idona wybije ten naród co do jednego. Zawarł on krótkotrwały sojusz z boczną gałęzią swego rodu, rządzącą w Klume, której obecność nomadów również niezwykle przeszkadzała.
Wojna ta okazała się niezwykle trudna do wygrania. Wprawdzie w starciach zwykle zwyciężali wojownicy ze wschodu, ale trudno było jakoś wykorzystać te zwycięstwa, gdyż państwo Rakusów nie było tak zcentralizowane jak reszta bialeńskich krajów. Po pobiciu armii jakiegoś “satrapy” ten po prostu pakował swój dwór oraz poddanych i uchodził na bezpieczny teren. Na miejscu zostawała garstka ludności rolniczej, która została uprzednio dokładnie obrabowana ze swoich zapasów przez koczowników, więc nie była na nic przydatna zwycięzcom. Jednakże, po blisko pięćdziesięciu latach budowy fortów, zaludniania obcych ziem własnymi osadnikami utrzymującymi przy życiu twierdze i wypierania Rakusów  z ich ojczyzny, w roku 1038 p. n. e. spalono ruchomą stolicę tamtejszego króla i zabito jego samego. Pozostali przy życiu Rakusi uszli do Igdrali i wkrótce słuch o nich zaginął.
W 1012 roku p. n. e. do Sambanafryki wyprawiła się grupa odkrywców, którzy chcieli sprawdzić czy ta ziemia nadaję się do kolonizacji przez Rachię, nowopowstały kraj na Gothice. Po wstępnych oględzinach lokalnej dżungli uznali, iż klimat jest zły dla ludzi i powrócili do Rachii. Na nieszczęście dla całego antycznego świata, przywieźli za sobą szczury, z zapewne dżumą. Nieznana zaraza zbierała wielkie żniwo. Dodatkowo, przez chciwość jednego z  gothijskich urzędników, równocześnie rozpoczęła się (w dzielnicach biedoty) zaraza tyfusu. Co jeszcze gorsze, rachijscy marynarze poroznosili te choroby na bardzo szerokim obszarze, była to Bastaria, Lumia i Raetia. Zaraza panowała przede wszystkim w miastach na wybrzeżach, co jednak dla świeżo powstałego państwa było tragedią, gdyż mieszkało tam 90% jego ludności, w tym niemal wszyscy potomkowie lumijskich kolonistów. Ich macierz również była mocno dotknięta, ale przetrwała ta próbę dzięki osadnikom, którzy zamieszkali na ziemiach Ajsenów. Spowodowało to jednak cofnięcie się pod względem rozwojowym Lumii. Niektóre unikatowe wynalazki przepadły na zawsze. Rolę wiodącego ośrodka na Anatolii przejęło Carnuntum, dzięki temu, że ziemia ta była  w nienajlepszych stosunkach z Lumijczykami (którzy z tego powodu unikali handlu z nią). Dżuma i tyfus niezbyt natomiast zaszkodziła mieszkającym w środku lądu Igdralom i Lahazydom. Po wygaśnięciu choroby około 980 roku p. n. e. Carnuntum wysyłało część populacji do wymarłych siedzib na Gothice. Zastali tam ruiny miast, rządzone przez “królików” z tubylczych ludów gothijskich, których szybko podbili. Nie udało się im jednak podbić Lumii z powodu braku sił, które musieli garnizonować na Gothice. Tubylcy przejęli bowiem dumę od Lumijczyków - i “obcy” nie mogli już sobie rządzić ot tak.
Filozofowie i wynalazcy zaczęli gromadzić się wokół Carnuntum i Nilfgaardu oraz tamtejszych bogatych mecenasów. Dzięki temu, iż po epidemii dżumy rozpoczął się dłuższy okres stabilności na zachodzie Anatolii i wschodzie Bialenii, tworzono najróżniejsze wynalazki. W obu miastach założono z inicjatywy  władców sieci kanalizacyjne i wodociągi, a w Carnuntum nawet ogrzewanie podłogi na okres zimy. Spowodowało to znaczącą przebudowę domów w centrum miasta. Biorąc pod uwagę to, że coraz bardziej brakowało miejsca, budowano dwu-trzy piętrowe kamienice, co powodowało regularne pożary. Jednakże, wymyślenie systemu grzewczego, którego pragnęli również mieszkający na wyższych piętrach, wymogło budowanie wyższych budynków, według schematu - piwnica - ogrzewanie, parter - mieszkalny, pierwsze piętro - ogrzewanie, drugie piętro - mieszkalne etc.
W Carnutum założono w 784 r. p. n. e. Bibliotekę, podobnie uczynili Lahazydzi w Nilfgaardzie 10 lat później. Przechowywane (i z czasem przepisywane) były tam dzieła zapisane tzw. językiem bialeńskim uniwersalnym. Był to ciekawy twór - znaki oznaczały te same pojęcia, ale były one odczytywane różnie, w zależności od lokalnego dialektu. Około roku 680 p. n. e. na dworze Ernesta VII, władcy Carnuntum, pojawił się niejaki Arba z Meny, który zadziwił wszystkich umiejętnością zbudowania pompy i maszyny napędzanej parą. Jego pierwszy wynalazek został wykorzystany w nowopowstałej straży pożarnej, która, pomimo przebudowy większości miasta, ażeby jego budynki były wybudowane z kamienia, nadal miała duże problemy z pożarami (między innymi dlatego, że przebudowa ta nie do końca się udała - prywatnych właścicieli nie było stać na działania na taką skalę, a miasto niechętnie się dokładało). Udało się natomiast znacząco zmniejszyć liczbę ofiar. Za sprawą tego pojawiły się “towarzystwa ubezpieczeniowe” dla ocalonych z tego typu katastrof. 
Drugi wynalazek z kolei nie został zapomniany i szybko została wybudowana, mniej mobilna, pompa parowa, która oprócz zastosowaniu w systemie wodociągów, znalazła swoje miejsce w kopalni. Arba spisał swoje odkrycie i wysłał kopie swojego dzieła do każdego miasta posiadającego bibliotekę. Było to niespotykane, gdyż zazwyczaj uczony bialeński musiał być niezwykle posłuszny mecenasowi, więc za swe nieposłuszeństwo został oślepiony, a później, gdy świat nauki o nim zapomniał, stracony publicznie, w wynalazku swojego ucznia, spiżowym byku. 
W 624 r. p. n. e. powstało stałe planetarium w Lipionie (ob. Port Arthurberg). Był to pierwszy projekt “ogólnobialeński”, gdyż wybudowany został za pieniądze wyłożone przez wszystkie bialeńskie królestwa, po skutecznej “kampanii” prowadzonej przez ucznia Arby - Jonasza. W tym czasie miały też miejsce kontakty handlowe i naukowe z Surmeńczykami i Scholandczykami, którzy udostępnili Bialeńczykom swe mapy nieba. Bialeńscy medycy wyśmiali wówczas tych surmeńskich, zlecając poetom napisanie karykaturalnych wierszy, wypunktowujących przewagę systemu badania całego ciała nad badaniem tylko chorej części. 
Jahołdzi w tym czasie rozprzestrzeniali się po Nordacie, przejmując wielkie terytoria Rohanu. Część z nich pozostała na terenie ob. Kugarii zatraciła wtedy swoją pierwotną tożsamość, dając początek Tatarom. W 560 r. p. n. e. miała miejsce pierwsza fala powrotu Jahołdów na Bialenię. Statki wylądowały wtedy w Menie, którą najeźdźcy spalili i spustoszyli, a następnie wymordowali wszystkich mieszkańców. Miasto wielkiego geniusza nie podniosło się już z upadku. Później istniała tam już tylko osada rybacka. Jednakże szybki kontratak Idgrali i Lahazydów uchronił wybrzeże przed zapaścią. Najeźdźcy mieli bowiem duże zapóźnienie pod względem technicznym. Nie znali maszyn oblężniczych, nie mówiąc nic o przedmiotach żelaznych. Jeńców, kobiety i dzieci osiedlono w Jahołdajewszczyźnie (w rozproszeniu), a ich mniejsze grupki na całej Bialenii. Następny atak Jahołdów nastąpił dopiero w okresie przejściowym między starożytnością, a średniowieczem, około 560 roku. 
Około 500 r. p. n. e. wyprawa odkrywcza z Lumii (ale w służbie Klume) dotarła do Hallady i Stoyali. Tereny te nazwali “Marslandią”. Nie przeprowadzono tam jednak choćby prób kolonizacji. Ograniczono się jedynie do odwiedzin w kilku przybrzeżnych wioskach, gdzie Bialeńczycy zostali przez tubylców przyjęci bardzo przyjaźnie. W kronikach odnotowano informację o dziwnej i niezrozumiałej miejscowej mowie.
W roku 184 p. n. e. ziemie bialeńskie, nadal podzielone, najechali Rotryjczycy wraz z Surmeńczykami. W jednej z największych bitew morskich starożytności, która miała miejsce nieopodal Cieśniny Bialeńskiej, gdzie brawurowo bronił się Ernest XII, król Carnuntum, wraz ze swoją flotą 340 okrętów z Lahazydii i ojczyzny, gdyż flota Gothiki i Wurstlandii nie zdążyła przybyć, a statki z Klume i Lumii były już pobite. Po stronie rotryjsko-surmeńskiej znalazło się blisko 400 okrętów, głównie z polis. Pomimo wykorzystania atutów cieśniny, to wrogi admirał - Leoniusz, dzięki sprawnemu manewrowaniu i świetnym morale, oraz wykorzystaniu tak zwanego “surmeńskiego ognia”, pobił nasze siły. Po stronie bialeńskiej ocalało jedynie 40 okrętów.  Rotryjczycy podzielili swoją armię na dwie części. Jedna wylądowała w okolicy dzisiejszego Apfelbaumstadt, a druga - pod Carnuntum. Z powodu braku zapasów, gdy ledwie Rotryjczycy przystąpili do oblężenia, poddano się. Na Bialenii z kolei, padło kolejno Klume i Nilfgaard, odpowiednio w 183 i 180 r. p. n. e. Idgrale widząc całkowitą porażkę sił bialeńskich, złożyli hołd lenny. Gothika i Wurstlandia nie odpowiedziały na wezwanie Lumii do walki i przyjęły ofertę białego pokoju od Imperium Rotriarum. Lumia nie poddała się i dopiero w 176 r. p. n. e. padł ostatni punkt oporu na Valhalli. Jako, że nie ugięła się żądaniom najeźdźców, Rotryjczycy spalili ją doszczętnie, mordując całą ludność. 
Najeźdźcy szybko poznali się na pomysłowości Bialeńczyków i postanowili przenieść oryginały (tak się im przynajmniej zdawało, aczkolwiek rękopisy dzieł bialeńskich w przeddzień oblężenia Carnuntum zostały przeniesione do Urna) do Rotrii, ażeby wykorzystać je, z marnym skutkiem. Nie udało im się odtworzyć pompy parowej rękoma ich rzemieślników, podobnie jak systemu ogrzewania budynków. Dopiero po sprowadzeniu bialeńskich mistrzów (i hojnej zapłacie) próba przeszczepienia rozwiązań się powiodła.  Ogółem rządy rotryjskie nie były surowe, wprowadzono jednakże prawodawstwo obowiązujące w całym cesarstwie, alfabet łaciński, który później został dostosowany do języka bialeńskiego i część rozwiązań rotryjskich z zakresu systemu publicznego (m. in. przymusowa zmiana “programu nauczania” prawa i medycyny). Rozsierdziło to zwłaszcza arystokratów-naukowców, przyzwyczajonych do swojej wszechwładzy w kwestiach wiedzy oraz bialeńskiego języka uniwersalnego. Podzielono kraj na ziemie, którymi rządzili prokonsulowie z nadania cesarskiego (tytuł ten był często nadawany dawnym władcom, m. in. dynastii lahazydzkiej). 
W roku 134 p. n. e. dwie  mniejsze armie rotryjskie, jedna nadciągająca od Carnuntum, druga od wschodu, rozpoczęły mozolny proces podbijania plemion celtyckich i słowiańskich zamieszkujących pas od Carnuntum aż po Lodowiec Anatolijski. Po początkowych sukcesach, mianowicie budowie fortów w małej odległości, dzięki czemu sygnał z jednego z nich mógł zostać ujrzany z drugiego, nastąpiła druzgocąca klęska pierwszej armii rotryjskiej na Wyżynie Gordonów. Cesarz nakazał kontynuować tą kampanię, więc carnuntijski prokonsul zaczął siłą wcielać tamtejszą bialeńską młodzież. Spotkało się to z buntem, podczas którego potencjalni rekruci poodcinali sobie kciuki u rąk. Większość z nich została pokazowo stracona, a prokonsul zdecydował się zamiast przymusowego poboru wprowadzić nadzwyczajny podatek na najemników (z Gothiki). Pomimo dużych trudności, całe wyspy valhallijskie zostały opanowane w roku 123 p. n. e. Rządy Rotryjczyków poparła głównie ludność będąca do tej pory “drugą kategorią” - Ajseni, Maratahowie i Jahołdzi, a także biedota miejska. Nowy system zapewniał bowiem bezwzględne poszanowanie ich (niewielkich wprawdzie) praw - w teorii. Dodatkowo, na Anatolii nastąpiło przełamanie dominacji dotychczas wszechpotężnych oligarchów.
Po około stu pięćdziesięciu latach względnego spokoju na wyspach bialeńskich, w Cesarstwie Rotryjskim, po ustabilizowaniu granic na Orientyce nastąpił okres dekadencji. Cesarze zmieniali się jak w kalejdoskopie, a każdy chętny na to stanowisko musiał po prostu przekupić Gwardię, by zabiła aktualnego panującego. Było to możliwe dzięki osiągnięciu przez rotryjskie rody względnej równowagi sił. Ciągłe zmiany na tronie cesarskim spowodowały chaos na zdominowanej przez rotryjskie rody Anatolii. W końcu spowodowało to wojnę domową, gdzie jedyną “oazą spokoju” było Carnuntum, z powodu niezwykłych umocnień w porównaniu do reszty miast lokowanych już przez Rotryjczyków. Dodatkowo, z racji stadium rozwoju, które osiągnęło miasto, zbyt wielu ludzi miało do stracenia swoje inwestycje w nie, by któryś zdecydował się wywołać tam zamieszki. 
W stosunkowo małym mieście - Kommonii, pojawił się po długiej podróży  po Cesarstwie i Nordacie w roku 40 naszej ery Symeon, młody arystokrata, pragnący wybić się z “tylnego fotela” nowej magnaterii anatolijskiej, do którego zaliczała się jego rodzina. Dzięki fortelowi i przekonaniu do siebie mieszkańców, jakoby był potomkiem samego Ernesta XII i królów Carnuntum, zwerbował do swej armii pierwszych rekrutów. Miejski ratusz zajął, mając realnie pod komendą tylko osiem osób, zastraszając radnych. Dzięki takiemu sposobowi, po około roku pod jego dowództwem stawił się już prawdziwy legion ośmiu tysięcy ludzi. Tą armią udało mu się już podbić zniszczone miasta na zachodzie Anatolii. Przekonał do siebie nawet legiony cesarskie, po uprzednim wtrąceniu do lochu (lub wrzuceniu do lokalnej rzeki) ich centurionów.  Z armią około dwudziestu tysięcy żołnierzy ruszył na Silveris, miasto liczące aż sto tysięcy ludzi. Po niezwykle krótkim oblężeniu (do wody płynącej w akweduktach wlewał regularnie truciznę) zajął je i zamiast splądrować, zwołał wszystkich mężczyzn i wcielił do swojej armii. Po podbiciu większości zachodniej Anatolii, ruszył wraz ze swoją armią na Carnuntum.
Nawet nie próbował na starcie szturmować potężnych murów miasta. Zamiast tego zdecydował się na wojnę informacyjną. Rozpuścił plotki o tym, że bogaci planują wyburzyć biedne dzielnice pod nowe pałace. Plebs zareagował wyjątkowo gwałtownie, ruszając gromadnie na posiadłości zamożnych. Spalił także bibliotekę, gdzie wówczas znajdowały się tylko kopie dokumentów (część z nich ocalała, bo biedni wykorzystali je do łatania dziur w ścianach swoich lepianek, a żołnierze na zlecenie Symeona odzyskali je później). W zaistniałym chaosie nie było problemem zdobyć słabo (w wyniku konieczności tłumienia zamieszek, czym się tylko da) strzeżone obwarowania. Żołnierze Symeona nie interweniowali, dopóki tłum miał co rozkradać. Później stłumił całe zajście bardzo brutalnie (sławne “siedemdziesiąt tysięcy pali”). Większość ocalałych patrycjuszy uciekła z Carnuntum.
W tym czasie na Bialenii działał Racjan, prokonsul nilfgaardzki, z dynastii lahazydzkiej. Mając gromadzony od pokoleń majątek, sfinansował otrucie wszystkich pozostałych bialeńskich prokonsulów. By zachować wiarygodność, otruł też swoich bliskich krewnych (w tym żonę) i sam także wypił minimalną dawkę trucizny, po czym pokazywał się publicznie. Dzięki dawnym mariażom Lahazydów, posiadał prawa sukcesyjne do każdego tronu na Bialenii. Najpierw wykorzystał to w przypadku Klume. O dziwo, miasto i cały region poddał się bez walki, głównie dzięki temu, iż dawna rodzina królewska była znienawidzona przez ludność. Dzięki wojskom z Klume i własnej domeny bardzo szybko zostały zajęte góry, a dalej Pustynia Bengazijska, oraz reszta terytoriów. Na rok 49 n. e. cała Bialenia podporządkowała się dynastii lahazydzkiej.
JM prof. zw. dr hab. dhc. Andrzej Swarzewski,
Przewodniczący pro tempore Parlamentu,
Rektor Uniwersytetu Bialeńskiego. 




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości