• 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Historia przedinternetowa - czy powinna być wspólna? [KONFERENCJA - PRZESZŁOŚĆ]
#1
[Obrazek: 20070125_4.jpg]

Drodzy Kuledzy,

jednym z wiodącym tematów naszej konferencji ma być, wedle założeń, kwestia badania dziejów przedinternetowych zarówno poszczególnych państw i narodów, jak i makroregionów i całego mikroświata. Te partykularne historiografie są, jak dobrze wiemy, na różnym poziomie rozwoju - jedne państwa posiadają całościowe monografie własnych dziejów fikcyjnych, a przeszłość innych jest wielką niewiadomą. Z kolei na przykład moja V-Ojczyzna, Hirschbergia i Weerlandu, znajduje się pod tym względem gdzieś pośrodku - wiemy mniej więcej co się działo i kto po kim panował, ale szczegółowy opis obejmuje tylko pierwszą fazę rozwoju państwa. Budując mikronacje wszyscy jednak szybko zauważamy, że jakiś przynajmniej ogólny zarys dziejów potrzebny jest do budowy mikronacyjnej kultury i rzeczywistości narracyjnej.

Niewątpliwie problemem związanym bezpośrednio z historią przedinternetową mikroświata jest spójność, a raczej jej brak - tak naprawdę większość państwa tworzy własne dzieje przedinternetowe niejako w oderwaniu od dziejów sąsiadów, choć są oczywiście chlubne wyjątki. Dotyczy to zwłaszcza tych części Polinu, gdzie mapa polityczna ulega częstym transformacjom, a młode mikronacje zazwyczaj w ogóle nie nawiązują do przeszłości ziem, na których się znalazły. Sprawy nie utrudniają częste upadki poszczególnych państw.

W mojej opinii, co chciałbym przedstawić jako pewnego rodzaju postulat, wymóg przedstawienia przynajmniej ogólnego zarysu własnych dziejów przedinternetowych z uwzględnieniem historii państw i ziem sąsiednich powinien być ważnym elementem procesu lokacji nowego państwa w danym miejscu. Wszystko byłoby oczywiście kwestią porozumienia pomiędzy poszczególnymi organizmami i ich rządami. Nie można bowiem stawiać sąsiadów w sytuacji, gdzie będą musieli całkowicie przebudować zarys własnych dziejów tylko dlatego, że w miejscu odwiecznego sąsiada X w tym samym miejscu pojawiło się nagle zupełnie odmienne kulturowo państwo Y. Z drugiej strony te stare, często w nie najlepszej kondycji, państwa nie mogą całkowicie blokować inwencji historiografów swoich młodszych sąsiadów. To też trzeba mieć na uwadze.

Przypadkiem specyficznym, choć zdaje mi się coraz mniej licznym, są kraje odtwarzające realowe państwa historyczne - powstaje pytanie, jak na Orientyce narodziły się wirtualne Austro-Węgry w oderwaniu od dziejów realnych? Jakich sąsiadów posiada Rzeczpospolita Obojga Narodów, kiedy na Vaarlandzie nie istnieją wirtualne Niemcy, Węgry albo Ruś? Czy należy znajdywać "ekwiwalenty" realowych, historycznych sąsiadów? Na te pytania również, w mojej opinii, powinniśmy szukać odpowiedzi.

Te kilka powyższych myśli ma bardzo luźny charakter, ale mam nadzieję, że posłuży zagajeniu dyskusji, która może pójść w różnym kierunku. Mam jednak nadzieję, że stanie się ona bodźcem do działań w kierunku stworzenia bardziej spójnych dziejów przedinternetowych polskiego v-świata. Zapraszam zatem do zabierania głosu i do udziału w wymianie myśli, którą ja sam postaram się moderować.
prof. net. dr h. c. lic. generalissimus
Ametyst z rodu Faradobusów
Bardzo Wspaniały Król Hirschbergii i Weerlandu,
Sekretarz Generalny Wielkiego Sternika, Lew Wolnogradu,
Kedyw Faradobaju, Margrabia Jaruzelimy, Sędzia V-Świata Etc.
[Obrazek: thumb_85_11_07_19_7_19_34.png]
#2
Drogi Kolego Dziekanie,

Uporządkowanie dziejów przedinternetowych mikroświata to zadanie niezwykle czasochłonne i wymagające szerokiej współpracy. Zacząć należałoby od początku, od prehistorii i dalekiej starożytności, w innym wypadku będziemy skazani na absurdy. Może nie jest to zadanie szczególnie pasjonujące, ale też daje największą nadzieję na brak sporów między państwami (ponieważ nie będziemy zajmować się ich historią, nikt nie ma historii sięgającej wiele tysięcy lat wstecz). 

Następnie pojawi się potrzeba współpracy regionalnej w opracowywaniu historii kontynentalnych (w takim na przykład średniowieczu kontakty międzykontynentalne nie muszą intensywne). Na Nordacie będzie to problematyczne o tyle, że każdy teren zajmowało już wiele państw, przeważnie niezwiązanych ze sobą narracyjnie. Postaramy się to uwzględnić, ale jednak prymat otrzymają ustalenia obecnie istniejących państw. 

Jeszcze przez długi czas będziemy skazani na dość luźne rozważania, zanim zarysuje się jakiś szerszy koncept. Proponuję, żebyśmy odpowiedzieli sobie na pytanie: systematyczność opracowywania historii czy luźny wybór opracowywanych tematów. Pierwsza opcja ma wadę taką, że nawet sami twórcy mogą czuć się tym zadaniem zmęczeni i znudzeni. Druga natomiast zagraża jeszcze większym niekonstruktywnym chaosem.
#3
Sternik zapłać za tą wypowiedź.

Cytat:Na Nordacie będzie to problematyczne o tyle, że każdy teren zajmowało już wiele państw, przeważnie niezwiązanych ze sobą narracyjnie.

I tu przychodzi mi do głowy idea "momentu zero" - przeszłość danego terenu jest przeszłością państwa, które w tym momencie go zajmuje. Jeżeli to państwo przestanie istnieć i na jego miejscu pojawi się nowe to będzie musiało pisząc swoją historię wziąć pod uwagę wcześniejsze dzieje tego terenu i niejako uznać się za spadkobierców poprzedników w taki sposób, aby zachować ciągłość.
prof. net. dr h. c. lic. generalissimus
Ametyst z rodu Faradobusów
Bardzo Wspaniały Król Hirschbergii i Weerlandu,
Sekretarz Generalny Wielkiego Sternika, Lew Wolnogradu,
Kedyw Faradobaju, Margrabia Jaruzelimy, Sędzia V-Świata Etc.
[Obrazek: thumb_85_11_07_19_7_19_34.png]
[-] 1 użytkownik podziękował za ten post:
  • AndrzejSwarzewski
#4
W wątku poświęconym zaproszeniu na konferencję postawiłem (nie mając dobrej odpowiedzi…) pytanie o to, jak pogodzić wielomilionową populację Bialenii, wielosettysięczne migracje w Federacji Nordackiej i parodziesięciotysięczną (wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi) populację Leocji. To zagadnienie znajduje się na uboczu głównego nurtu rozważań, niemniej jednak myślę, że warto pochylić się także nad mechaniką świata obecną gdzieś w tle. Już przy omawianiu wspólnej historii można się przecież zasadnie dziwić temu, że nieliczna społeczność oparła się sąsiadom potężniejszym o wiele rzędów wielkości.

Andrzej Swarzewski napisał(a):Przypadkiem specyficznym, choć zdaje mi się coraz mniej licznym, są kraje odtwarzające realowe państwa historyczne — powstaje pytanie, jak na Orientyce narodziły się wirtualne Austro-Węgry w oderwaniu od dziejów realnych? Jakich sąsiadów posiada Rzeczpospolita Obojga Narodów, kiedy na Vaarlandzie nie istnieją wirtualne Niemcy, Węgry albo Ruś? Czy należy znajdywać „ekwiwalenty” realowych, historycznych sąsiadów? Na te pytania również, w mojej opinii, powinniśmy szukać odpowiedzi.
Wydaje mi się, że w odniesieniu do Austro-Węgier, Bizancjum, (Jugosławii) i Rzeczypospolitej Obojga Narodów, ale także Pustkowi Winków, najbardziej pragmatycznym rozwiązaniem byłoby wytyczenie na mapie „międzynarodowych linii zmiany daty” i przyjęcie założenia, że historie mikronacji funkcjonujących poza naszą linią czasu nie są przedmiotem historii wspólnej. Hipotetycznie można ich współczesność wpleść w naszą historię, ale w praktyce, obawiam się, byłoby to dość karkołomne z uwagi na konieczność aktualizacji raz opisanej przeszłości.
(—) Helwetyk Romański, Namiestnik Palatynatu Leocji
#5
Międzynarodowe linie zmiany daty są jednak dość mocno nierealistyczne. Nie starczy przyjąć, że na Pollinie nie doszło do zbyt silnej globalizacji?
#6
Jakby nie patrzeć, to z Bizancjum i RON nie ma zbyt wielu problemów. Oba leżą na Varlandzie. Można więc założyć, że Varland przez lata był totalnie oddzielony od reszty mikroświata, co może tłumaczyć ich dość duże cofnięcie w czasie.
#7
Mnie w RON zawsze zastanawiało, dlaczego RON ma Starostwo Spiskie, skoro nie graniczy z Węgrami.
prof. net. dr h. c. lic. generalissimus
Ametyst z rodu Faradobusów
Bardzo Wspaniały Król Hirschbergii i Weerlandu,
Sekretarz Generalny Wielkiego Sternika, Lew Wolnogradu,
Kedyw Faradobaju, Margrabia Jaruzelimy, Sędzia V-Świata Etc.
[Obrazek: thumb_85_11_07_19_7_19_34.png]
#8
Różne niedopowiedzenia fabularne obecne są nie tylko w państwach silnie nawiązujących do reala, nie ma więc powodu, by kłaść szczególny nacisk na ich demaskowanie.
Zgadzam się z Joahimem, że nie ma jakieś szczególnego powodu, by wszyscy mieli znajdować się na tym samym poziomie rozwoju technicznego. Być może zwyczajnie żadna cywilizacja nie miała w sobie na tyle siły, by narzucić innym swoje wzorce. Być może konflikty sarmacko-scholandzkie były na tyle absorbujące, że nikt nie zadawał sobie trudu, by ingerować w życie odległej Polski, Bizancjum lub Brodrii. Sprężyna historii Pollinu nie musi zginać się identycznie, jak w przypadku Ziemi.
Oczywiście zachować należałoby pewien umiar. O ile chłopi małorolni mogą sobie żyć niemalże w XVI w., to już magnateria nie ustępuje pod względem poziomu życia i dostępu do technologii dreamlandzkim rodzinom bankierskim.
#9
Możemy też założyć, że Polin jest po prostu dużo rozleglejszy od Ziemi.
prof. net. dr h. c. lic. generalissimus
Ametyst z rodu Faradobusów
Bardzo Wspaniały Król Hirschbergii i Weerlandu,
Sekretarz Generalny Wielkiego Sternika, Lew Wolnogradu,
Kedyw Faradobaju, Margrabia Jaruzelimy, Sędzia V-Świata Etc.
[Obrazek: thumb_85_11_07_19_7_19_34.png]
#10
Wyjaśnienie dlaczego tak być nie może pozostawiam już kol. kol. Dexowi i Dugoszowi.




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości