• 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Gospodarka zasobami
#1
Swego czasu pisałem w Suderlandzie propozycję pewnego prostego systemu dla gospodarki, który jednak może być ciekawym urozmaiceniem. Nie będę przepisywać tego od nowa, dlatego wkleję po prostu początkową wiadomość z tamtego wątku. Chętnie zobaczyłbym opinię Bialeńczyków na ten temat, u których gospodarka zdaje się, że działa trochę lepiej.


Cytat:Przede wszystkim system ten stałby na kreowaniu konsumpcji. Konsumpcja, to coś, czego w naszej gospodarce brakuje od bardzo dawna i odbiera jakikolwiek sens jej działaniu. Bo po co produkować, skoro nikt nie potrzebuje? Cóż, powinniśmy zaplanować system w ten sposób, by każdy MUSIAŁ wydać pieniądze chociaż w niewielkim stopniu. Mowa tu oczywiście o samorządach, gdyż pojedynczy obywatele nadal raczej nie będą mieli przymusu wydawania. To ich kwestia, czy odgrywają narracyjnie, chociaż i zwykłe domy będą uwzględnione w systemie. 

Na razie jest to bardzo luźny pomysł, ale chciałbym go pokrótce opisać:
Otóż opierałby się on na istnieniu kilku podstawowych zasobów. Byłyby to przypuszczalnie drewno, kamień, woda, metale, żywność, paliwo, elektryczność i materiały budowlane. Możliwe jest jeszcze dodanie jakiegoś zasobu pokroju "rozrywka", czy po prostu usługi. Nastawione byłyby czysto na współpracę z miastami. Dzięki nim rosłoby zadowolenie, które odgrywałoby również role w samorządach. 

No więc w momencie, gdy ktoś zakłada działalność, zdecydować musiałby, czym konkretnie zajmowałaby się ona. Produkcją jakiegoś z surowców albo usługami. Jeśli zdecydowałby się na np. produkcje wody, musiałby wybudować najpierw oczyszczalnie. Do tego celu musiałby zatrudnić firmę budowlaną. Ta ze swojej perspektywy musiałaby do wykonania zlecenia zakupić określoną ilość materiałów budowlanych oraz paliwo. Wtedy mogłaby zawieść materiały na umówione miejsce i postawić oczyszczalnie w określonym czasie. W tym momencie właściciel oczyszczalni płaci im i gotowe - produkuje wodę. Żeby jednak nie było to tak, jak wcześniej, że pompuje w jeden dzień pół oceanu, byłaby to konkretna ilość tego surowca. Do jego produkcji musiałby oczywiście kupować również elektryczność - tę dostarczałaby inna osoba, która również do jej wytworzenia potrzebuje określonych surowców. I tak koło się zamyka. Każdy coś konsumuje i każdy coś produkuje. Dla ułatwienia wszystkiego, zrobiłbym jedynie kilka klas budynków np. 4. Mały, średni, duży, ogromny. Każdy z nich miałby określoną długość budowania, koszt, konsumpcje surowca oraz produkcje. Oczywiście narracyjnie wciąż można by opisywać, chodzi jednak, by zamknąć to w jakiś ramach. 

A gdzie w takim razie w tym wszystkim samorządy? Gospodarka bowiem nie może przecież funkcjonować samemu. To koło samo by się szybko zatrzymało. Ostatecznym konsumentem byłyby samorządy, co w bardziej ogólnym pojęciu oznacza nasz naród. Miasta również podzielilibyśmy na klasy, z czego każda klasa miałaby swoje zapotrzebowania na konkretne surowce. Byłyby to zapewne woda, żywność, elektryczność i usługi. Do tego państwowe budynki obecne na terenie miasta również pobierałyby surowce do produkcji czegoś, a także nieregularne wydarzenia fabularne by je pochłaniały. Te surowce państwo pozyskiwałoby samo z wybudowanych przez siebie budynków lub kupowało od prywatnych firm. Dzięki temu gospodarka miałaby rynek zbytu nawet, gdyby zwykli obywatele niczego nie kupowali. Jeśli zaś brakować będzie jakiegoś surowca, będzie to równoznaczne z jego brakiem w narracji. Prezydent miasta nie załatwił prądu? W jakiejś części miasta go brakuje. Nie załatwił wody? Brakuje wody. Nie załatwił wystarczająco usług? Ludziom gorzej się żyje. To wszystko sprowadzałoby się do zadowolenia mieszkańców. No i cóż, ci ostatecznie go osądzą. Jak samorządowiec będzie zlewał podstawowe potrzeby, to szybko utraci swój stołek.

Warto jeszcze zaznaczyć, że padła propozycja, by miasta zmienić w tym systemie na całe samorządy dla wygody. Ta poprawka też w sumie nadaje się do dyskusji.
#2
>Chętnie zobaczyłbym opinię Bialeńczyków na ten temat, u których gospodarka zdaje się, że działa trochę lepiej.

A działa?
#3
U nas nie działa i w sumie zakończyliśmy działalność, więc nie trzeba naprawdę wiele.
#4
Z tego co mi się wydaje to gospodarka w Bialenii działa podobnie jak u nas w ostatnich miesiącach. Różnica polega na tym, że gospodarka Bialenii (chyba) nie jest w jakikolwiek sposób sformalizowana, w związku z czym łatwiej wszystkim funkcjonować, a wszystko dzieje się w przydzielonych folwarkach. Uważam, że to, jak to działa w Bialenii, byłoby dobrym rozwiązaniem na gospodarkę w Nowym Państwie Suderlandzkim po odrodzeniu (bo jakoś nie wierzę, że państwa połączą swoje gospodarki, mimo że po początkowym sprzeciwie, przyjąłbym takie rozwiązanie). Tutaj surowce wzrosłyby na znaczeniu, a handel mógłby działać na zasadzie barteru (czyli wymianie towarów, a nie towarów za pieniądze).
#5
Cytat: Uważam, że to, jak to działa w Bialenii, byłoby dobrym rozwiązaniem na gospodarkę w Nowym Państwie Suderlandzkim po odrodzeniu (bo jakoś nie wierzę, że państwa połączą swoje gospodarki, mimo że po początkowym sprzeciwie, przyjąłbym takie rozwiązanie).
A może właśnie tymczasowa koegzystencja Suderlandczyków z Bialenią jest dobrą okazją do nawiązania współpracy gospodarczej? Jak sam zauważyłeś, nasze gospodarki działają dość podobnie, ale są dosyć nieaktywne. Zwiększenie liczby interakcji na pewno by im pomogło. Może potem ZWiV i Magnifikat by się przyłączyły, ale my moglibyśmy ten projekt zapoczątkować. Skoro jesteśmy teraz wszyscy na jednym forum, to jest okazja, żeby wszystko zaplanować.
#6
Gospodarka na pewno nie ma prawa funkcjonować bez jakiegoś przelicznika jednego zasobu na drugiego, bo inaczej dochodzić będzie do poważnych nadużyć. Jak dotąd chyba nikogo szczególnie nie interesowało, by coś podobnego stworzyć. Dlatego właśnie podobny system opisałem, miał on dodatkowo zaktywizować samorządy.
#7
Mimo mojej wielkiej sympatii do socjalizmu jako ustroju gospodarczego i generalnie interwencji państwa w gospodarkę, ustalanie przelicznika (jak rozumiem, na szczeblu państwowym, a nie międzynarodowym ta uwaga dotyczy?) to wielki grzech na gospodarce i oddolnej inicjatywie obywatelskiej. Dojdzie w końcu do sytuacji jaka była u nas z pieniędzmi - wszystko było ustalone (wypłaty, podatki, ceny itd) i to w pewnym momencie przestało funkcjonować i nikomu nie chciało się w to dalej "bawić". Bez przelicznika, obywatele posiadaliby własną inicjatywę jak i handel między obywatelami przepływałby dosyć płynnie, jak i stwarzałby dużo większe możliwości narracyjne.
#8
Z regulacjami gospodarczymi jest tak jak z każdymi innymi w mikroświecie. Najwięcej frajdy sprawiają tym, którzy je tworzą. Wink Najlepiej byłoby, gdyby propozycje regulacji gospodarczych wychodziły od osób zaangażowanych w tego rodzaju inicjatywy i były swego rodzaju umową między nimi, która ułatwi im wymianę.
[-] 1 użytkownik podziękował za ten post:
  • Karl von Schwarzengrau
#9
No ale wartość zasobów jest potrzebna. Inaczej jak chce Pan ustalić, ile ktoś potrzebuje drewna, by postawić magazyn? Jeden powie 5 ton, a drugi 500 ton i który tu będzie miał rację? Gospodarka potrzebuje konsumentów, a nikt przecież nie będzie chciał konsumować, jeżeli nie musi tego robić, bo to go będzie kosztować. Dlatego musi istnieć system, przynajmniej dla samorządów.




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości