• 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
[V Colloquium Bialenicum] Miejsce narracji w Mikroświecie
#1
prof. Andrzej Płatonowicz Ordyński,
Uniwersytet Bialeński
Miejsce narracji w Mikroświecie
Wasza Magnificencjo Rektorze,
Szanowni Państwo,

Pragnę powitać Państwa na pierwszej dyskusji w ramach kolejnego, piątego już Colloquium Bialenicum. Naszym celem jest odpowiedź na pytanie tytułowe: czy narracja jest nadbudową, czy esencją Pollinu. Bez zbędnego przedłużania, przedstawię swoje zdanie, licząc na Państwa gorące polemiki.
W swoim 11. wykładzie z mikrozofii poruszyłem kwestię roli narracji w mikroświecie. Zacytuję najważniejszy fragment tej wypowiedzi, a zainteresowanych odsyłam do całości, niezbyt z resztą długiego, tekstu.

Cytat:[Chciałbym] zarysować rolę narracji w mikroświecie, bo obserwuję wypaczenia w jej stosowaniu, polegające przede wszystkim na stawianiu jej ponad wirtualną rzeczywistość. Choć brzmi to paradoksalnie, taka rzeczywistość istnieje i właśnie ją badać próbuje mikrozofia. Najbardziej jaskrawym przykładem narracjocentryzmu jest postawa "mam więcej czołgów i mogę was pokonać". Nie mylmy mikroświata ze światem urojonym. Na rzeczywistość mikroświata składają się ludzie go tworzący i ich wytwory, przy założeniu, że należy dążyć do wkładania w nie wysiłku proporcjonalnego do efektu. Dlatego piszę wykłady, a nie zamieszczam informacji, że je wygłosiłem. To samo obowiązywać powinno też w dziedzinie wojskowości, gospodarki, kosmonautyki. Wklejenie zdjęcia wunderwaffe z google nie sprawia, że się ją posiada i można podbijać za jej pomocą inne państwa. Temat ten z pewnością jeszcze kiedyś rozwinę, bo jest fundamentalny dla budowy sensownego mikroświata. Być może spotkam się z zarzutem, że jestem zbyt poważny i chcę zepsuć zabawę innym. Na podstawie wieloletnich obserwacji doszedłem jednak do wniosku, że mikroświat potrzebuje konwencji, tak jak każda zabawa potrzebuje zasad. Charakter autoparodystyczny i irracjonalny może sprawdzać się w przypadku pojedynczych państw, aspirujących do miana awangardowych, ale pozbawiony sensu i wewnętrznego uporządkowania mikroświat zmierzać musi – i zmierza – w kierunku entropii.
Od tego czasu upłynęły już dwa lata, uznaję więc za potrzebne, by przedstawić swój obecny stosunek do problemu i wejść w polemikę z samym sobą. Krytykę narracji bezsensownej uważam za truizm, choć granice „bezsensu” zależne są od państwa i kręgu kulturowego. To co w jednym państwie wywołuje zażenowanie, w innych jest akceptowane. W Mikroświecie uczestniczą osoby o różnym usposobieniu, co powoduje zróżnicowanie państw. Nie da się tego obejść, i chyba nawet nie należy. Różnorodność Mikroświata jest jego siłą. Dlatego też dzisiaj nie jestem skłonny do bezwzględnej krytyki jakiegoś rodzaju narracji, a jedynie z niektórymi państwami nie mam ochoty bliżej współpracować narracyjnie, bo ich podejście do zabawy jest tak drastycznie odmienne od mojego (tudzież naszego, bialeńskiego), że nie miałoby to sensu.
Również od postulatu określenia konwencji dzisiaj się dystansuję, uważając go za utopijny, oderwany od rzeczywistości. Zasady można określić tylko w ramach określonej dziedziny i w określonym gronie uczestników zabawy. Szerokie rozmowy międzynarodowe są nieefektywny i sprowadzają się do formuły „każdy powiedział to, co wiedział, więc będzie dalej tak, jak jest”. Immanentną cechą Pollinu jest jego płynność i pewna niedookreśloność. Choć czasem ciężko jest pogodzić z wyrastającymi z głębin oceanu wyspami, ciężko jest skutecznie z takimi „nierealistycznymi” procesami walczyć.
W dalszym ciągu uważam narrację za nadbudowę dla Mikroświata, a nie jego esencję. Esencją są stosunki społeczne, ukoronowane instytucją pluralistycznego politycznie państwa. Narracja tworzona dla samej narracji, z dala od biegu wydarzeń społecznych, znajduje się de facto na obrzeżach mikroświata. Dotychczas nie została zbadana kwestia recepcji poszczególnych elementów aktywności mikronacyjnej, intuicyjnie zgaduję jednak, że ścianoteksty narracyjne, o ile nie wiążą się w jakiś sposób z polityką, nie są szczegółowo zapoznawane przez większość mikronautów. Nie chodzi oczywiście o to, by nie doceniać ludzi je tworzących, bo często jest to naprawdę wartościowy kontent. Nie jest on jednak na Pollinie najważniejszy.
Nie bagatelizując ludzkiej potrzeby fantazjowania i nadawania tejże fantazji rozwiniętych form literackich i innych, obserwuję raczej, że przede wszystkim atrakcyjna w Mikroświecie jest możliwość przynależności do Wspólnoty (w ramach miejsc pośród nie-miejsc, by odwołać się do słynnej już tezy McMelkora) oraz realizowania się w ramach tej wspólnoty, również poprzez rywalizację polityczną, dążenie do nadania jej pożądanego charakteru, konfrontowanie swoich wizji z wizjami współobywateli. „Żyjemy w społeczeństwie”, cytując słynny mem, i to właśnie jest podstawą twórczości mikronacyjnej. Narracja związana z Pollinem możliwa jest dlatego, że istnieją państwa – organizmy posiadające władze i obywateli, a nie na odwrót.
Zapraszam do polemiki!
 
Ordyński Andrzej, O społecznościach pozornych, http://spolecznosc.bialenia.org.pl/showt...p?tid=1252
Wiceprezydent, ajatollah, profesor, zbrodniarz wojenny.
[-] 2 użytkowników podziękowało za ten post:
  • Ametyst Faradobus, Miguel de Catalan
#2
Szanowne Państwo,

na samym początku również chciałbym powitać wszystkich zainteresowanych, zaś Kuledze Profesorowi-Prezydentowi dziękuję za zainaugurowanie naszego spotkania powyższą prelekcją.

Moje pierwsze przemyślenie jest następujące: bardzo trafną wydaje się uwaga na temat istnienia "wirtualnej rzeczywistości". Aby odwołać się do równie klasycznego tekstu kultury realno-mikronacyjnej: wirtualne państwa - prawdziwi ludzie. To, co my tu tworzymy - wytwory, grafiki, teksty, strony - to jest kultura w rozumieniu szerokim. Do tego dochodzi rzecz najistotniejsza, czyli to, co się dzieje między nami: te nasze spory i sojusze, knowania i rozmowy, wreszcie relacje z pogranicza wirtuala i reala. Mamy więc tę, jak to Kulega Prelegent określił, rzeczywistość, która stanowi esencję zabawy i wydaje mi się, że między innymi ona odróżnia nas od klasycznej gry.

Nie jestem natomiast zwolennikiem deprecjonowania warstw narracyjnej, która ma w moim przekonaniu znaczenie niezwykle istotne i - wbrew temu co twierdzi Andrzej - może stanowić jeden z budulców, a nie tylko nadbudowę. Przykładowo: odwołanie się do kultur arabskiej, do rewolucji libijskiej, do określonego klimatu i określonej postaci poniekąd posłużyło za fundament bialeńskiej państwowości w takiej, a nie innej formie narracyjnej. Jednocześnie ten bialeński fundament miał też drugi filar w postaci jak najbardziej rzeczywistego buntu wobec ówczesnej rzeczywistości Sarmacji oraz ludzi, którzy w dany projekt włożyli swoją energię ,czas, kreatywność i młodzieńczą (jeszcze wówczas) werwę.

Przede wszystkim jednak mam takie wrażenie, że potrzeba narracji jest zmienna. Mój Przedmówca pisze o tych przysłowiowych milionach czołgów, o tych wszystkich kolosach na glinianych nogach. Nam jako starym dziadom może się to wydawać śmieszne, ale chyba wynika po prostu z naturalnej potrzeby - trzynasto- albo czternastolatek po prostu musi się ogłosić imperatorem z supernowoczesną armią i miliardem pikseli, na których budowane będą w pięć minut miasta liczone w setkach. No po prostu czuje, że nagle może, że w przeciwieństwie do gier nie ma tu jasnych ograniczeń. Przypomina mi to moment, gdy w mojej ulubionej niegdyś grze American Conquest odkryłem tryb edycji, gdzie mogłem robić bitwy wielotysięcznych armii zupełnie bez wysiłku. Później jednak odkryłem, że fajniej gra się jednak w kampanię. Wydaje mi się, że w przypadku większości mikronautów, którzy w tej zabawie zostają taka zmiana następuje, pewnie trochę za sprawą realowego dojrzewania. Trochę starsi "gracze" zaczynają preferować projekty, w które trzeba włożyć trochę wysiłku. Jak już się pobyło cesarzem to zaczyna się szukać źródła autentycznej satysfakcji, aby móc powiedzieć "to mi się udało!".

No i dziękuję ugułem za tę wypowiedź.
 prof. dr net. mgr gen. bryg. rez.
Ametyst Faradobus

Minister Spraw Zagranicznych i były Prezydent Republiki Bialeńskiej
W Rzeszy Bialeńskiej Lew Wolnogradu, Sułtan Faradobaju i Wielki Kniaź Jaruzelimy,
zaś z woli Ludu Szlacheckiego Bardzo Spaniały Król Hirschbergii i Weerlandu Etc.
[Obrazek: 85_24_01_22_10_20_22.png]
[Obrazek: 1018.png]
[-] 1 użytkownik podziękował za ten post:
  • Andrzej Płatonowicz Ordyński
#3
(23-01-2022 12:53)Ametyst Faradobus napisał(a): Nie jestem natomiast zwolennikiem deprecjonowania warstw narracyjnej, która ma w moim przekonaniu znaczenie niezwykle istotne i - wbrew temu co twierdzi Andrzej - może stanowić jeden z budulców, a nie tylko nadbudowę. Przykładowo: odwołanie się do kultur arabskiej, do rewolucji libijskiej, do określonego klimatu i określonej postaci poniekąd posłużyło za fundament bialeńskiej państwowości w takiej, a nie innej formie narracyjnej. Jednocześnie ten bialeński fundament miał też drugi filar w postaci jak najbardziej rzeczywistego buntu wobec ówczesnej rzeczywistości Sarmacji oraz ludzi, którzy w dany projekt włożyli swoją energię ,czas, kreatywność i młodzieńczą (jeszcze wówczas) werwę.
To bardzo ciekawa obserwacja. Rzeczywiście niekiedy między narracją a wirtualną rzeczywistością (wirtualnością) dochodzi do sprzężenia zwrotnego.

Bardzo dziękuję za ten cenny głos w dyskusji.
Zachęcam kolejnych Dyskutantów do przedstawienia swoich stanowisk!
Wiceprezydent, ajatollah, profesor, zbrodniarz wojenny.
#4
Coś nie widzę chętnych. Chyba sesja daje o sobie znać.
 prof. dr net. mgr gen. bryg. rez.
Ametyst Faradobus

Minister Spraw Zagranicznych i były Prezydent Republiki Bialeńskiej
W Rzeszy Bialeńskiej Lew Wolnogradu, Sułtan Faradobaju i Wielki Kniaź Jaruzelimy,
zaś z woli Ludu Szlacheckiego Bardzo Spaniały Król Hirschbergii i Weerlandu Etc.
[Obrazek: 85_24_01_22_10_20_22.png]
[Obrazek: 1018.png]
[-] 1 użytkownik podziękował za ten post:
  • Andrzej Płatonowicz Ordyński
#5
(22-01-2022 21:23)Andrzej Płatonowicz Ordyński napisał(a): Krytykę narracji bezsensownej uważam za truizm, choć granice „bezsensu” zależne są od państwa i kręgu kulturowego. To co w jednym państwie wywołuje zażenowanie, w innych jest akceptowane. W Mikroświecie uczestniczą osoby o różnym usposobieniu, co powoduje zróżnicowanie państw. Nie da się tego obejść, i chyba nawet nie należy. Różnorodność Mikroświata jest jego siłą. Dlatego też dzisiaj nie jestem skłonny do bezwzględnej krytyki jakiegoś rodzaju narracji, a jedynie z niektórymi państwami nie mam ochoty bliżej współpracować narracyjnie, bo ich podejście do zabawy jest tak drastycznie odmienne od mojego (tudzież naszego, bialeńskiego), że nie miałoby to sensu.

Powstaje pytanie co rozumiemy przez krytykę „narracji bezsensownej” oraz co uważamy za narrację bezsensowną?

Oczywistym jest, że narracja, która uważamy za bezsensowną będzie podlegała naszej krytyce, tylko ta krytyka może mieć różne kształty. Czy, innym jest „krytyka” narracji, którą uważamy za „bezsensowną’ bo nam nie odpowiada, a czym innym krytyka „narracji”, którą uważamy za „bezsensowną” bo nie jest żadną „narracją”, a tylko jakąś „grafomanią”… polegającą na napisaniu przysłowiowego „mam milion czołgów”. Takie coś nie jest po prostu żadną „narracją”… bo narracja jest zbiorem elementów prowadzących do stworzenia jakiejś fabuły, opowiadania itd.

Napisanie w „słupku” ile ma się czołgów, samolotów czy… nie wiem fabryk, bomb atomowych, zwierząt hodowlanych itd. - nie jest narracją. Bo aby coś było narracją to musi by być to jakaś spójna całość, niekoniecznie musi być rozbudowana do kliku czy kilkunastu tysięcy znaków – ale musi to wszystko z czegoś wynikać.

Taką narrację można co najwyżej krytykować, jako tą która nam nie odpowiada – bo np. zakładamy inne czasy, inne podejście do danego tematu itp. Taka krytyka polega na stwierdzeniu, że nam się to nie podoba (bo przecież nie musi) lub uważamy, że zawiera błędy rzeczowe – wtedy jest jak najbardziej konstruktywna. Co więcej, jeżeli po drugiej stronie znajduje się osoba „sensowna” to taka krytyka może mieć bardzo pozytywne skutki – bo może wywiązać się ciekawa dyskusja, gdzie obie strony będą używały argumentów.

Czym innym jest krytyka czegoś co narracją nie jest, a jej autor za takową ją uważa… inna sprawa, że z autorami „słupków sprzętowych” trudno dyskutować, bo zazwyczaj od razu się obrażają. Co oczywiście też się zdarza w przypadku takich, którzy narrację budują, ale wskażemy im błędy rzeczowe (ale wtedy to raczej osobnik jest „bezsensowny”, a nie jego narracja). I nie chodzi tutaj o fakt, że ktoś stosuje fantastykę, bo fantastyka jest jak najbardziej na miejscu i do tego ma swój urok, a sam Mikroświat pozwala właśnie na fantazjowanie.

Osobiście nie widzę nic niewłaściwego w krytykowaniu pseudonarracji typu wypisanie w słupku ile kto tam niby ma czołgów (milion…). Bo to nie jest żadna narracja. Oczywiście można sobie odpuścić i w ogóle się z takimi nie zadawać… Pytanie tylko co jest lepsze? Izolować się od takiego podejścia do tematu czy próbować przekonać, że narracja to jednak coś innego. Zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że krytykowany zrozumie, że „coś jest nie tak” i spróbuje jednak budować faktyczną narrację, a nie tylko „robić słupki”.

(22-01-2022 21:23)Andrzej Płatonowicz Ordyński napisał(a): W dalszym ciągu uważam narrację za nadbudowę dla Mikroświata, a nie jego esencję. Esencją są stosunki społeczne, ukoronowane instytucją pluralistycznego politycznie państwa.
I tutaj mam duże wątpliwości… polityka bywa równie „nudna”, jak narracja, która nas nie interesuje. Zauważyłbym, że w wielu przypadkach w Mikroświecie chodzi właśnie o narrację niż o politykę. Polityka też ma ograniczone grono zwolenników… ale w sumie nie w tym rzecz.

Piszesz, że narracja jest wg Ciebie „nadbudową” polityki… no cóż mam odmienne zdanie. Potrafię bowiem wyobrazić sobie w Mikronacji politykę sprowadzona do minimum i nawet znam taki kraj, który jest „na szczycie” czyli Leocję – przecież tam to właśnie różnego typu narracja „gra pierwsze skrzypce”. Natomiast nijak nie potrafię sobie wyobrazić polityki mikronacyjnej bez odpowiednio rozbudowanej narracji. Bo niby o czym jest wtedy ta „polityka”?

Polityka to w zasadzie co to jest? To jest przecież zarządzanie państwem… a czym zarządzać jak nic w nim nie ma? W realu istnieje społeczeństwo i istnieje wiele dziedzin życia realnego. W mikronacji tego nie ma, trzeba to stworzyć… A jak się to tworzy? No przecież właśnie poprzez narrację. Trzeba najpierw to wszystko jakoś wymyślić, stworzyć fikcyjnie te dziedziny życia by jakakolwiek polityka miała sens.

Czy może istnieć mikronacja bez polityki? Całkowicie bez to w sumie chyba się nie da, ale z ograniczeniem jej do absolutnego minimum się da. Natomiast czy może istnieć mikronacja bez narracji? Moim zdaniem nie może… bo niby z czego się wtedy ma składać? W polityki jako „sztuka dla sztuki”? Fikcyjne rządząnie kompletnie niczym? Może dlatego te kraje z tą „bezsensowną narracją” (w sensie braku tej prawdziwej, a nie takiej która nam nie odpowiada stylem) wypadają tak żałośnie… bo im tam pozostaje? Kłócić się o władzę nad niczym?

Moim zdaniem jest wprost odwrotnie – to polityka jest nadbudową dla mikronacyjnej narracji. Dla niektórych oczywiście to mikronacyjna polityka jest celem działania, tylko aby mieli ten swój sens i swojej działania to ktoś najpierw musi zbudować całą narrację by v-państwo w ogóle istniało (oczywiście jako narracyjna fikcja).
Ronon Dex
Marszałek Wielki w stanie spoczynku
Katechon - Prefekt Departamentu Lisewskiego, Posiadacz Lenna Razorno i Zarządca Lenna Lisendorff
Generał-gubernator Nan Di (terytorium zależne Brodrii)

[Obrazek: 3_21_02_22_6_18_27.png]
[-] 3 użytkowników podziękowało za ten post:
  • AleksanderNovak, Ametyst Faradobus, Andrzej Płatonowicz Ordyński
#6
(24-01-2022 19:49)Ametyst Faradobus napisał(a): Coś nie widzę chętnych. Chyba sesja daje o sobie znać.
Niestety na własnym przykładzie muszę to potwierdzić. Ataki realiozy i realiozowy stos zadań do zrobienia, w szczególności do zrobienia "na już" urósł na tyle, że nie wiadomo za co się zabrać w pierwszej kolejności.

Ponownie posługując się własnym doświadczeniem i własnymi obserwacjami, tak naprawdę ściągnęła mnie tu bardziej narracja, a nie polityka i kłótnie o kilka bajtów tekstu. Tworzenie czegoś, budowanie kawałka świata. Początkowym zamysłem miało być stworzenie firmy, ale przekonano mnie do podjęcia się lenna zamiast tego.
Tak naprawdę zdecydowaną większość lenna rozwijam narracyjnie, gdyż ilość mieszkańców jest za mała na operowanie relacjami. W Dreamlandzie nie ma również jeszcze działającego systemu gospodarczego, który pozwalałby na ponoszenie kosztów wszelakich inwestycji, stąd koszty ponoszone są również tylko narracyjnie nie, żeby mi to przeszkadzało. Nie licząc oczywiście czasu realiozowego, który się spędza na utworzenie takiej narracji, a czasem nawet spędzanego by stworzyć coś więcej, niż narracja. Na przykład na stworzenie mapy danego miejsca, wyszukanie zdjęć, które adekwatnie by mikronacyjne miejsce reprezentowały i inne.

(23-01-2022 12:53)Ametyst Faradobus napisał(a): Przede wszystkim jednak mam takie wrażenie, że potrzeba narracji jest zmienna. Mój Przedmówca pisze o tych przysłowiowych milionach czołgów, o tych wszystkich kolosach na glinianych nogach. Nam jako starym dziadom może się to wydawać śmieszne, ale chyba wynika po prostu z naturalnej potrzeby - trzynasto- albo czternastolatek po prostu musi się ogłosić imperatorem z supernowoczesną armią i miliardem pikseli, na których budowane będą w pięć minut miasta liczone w setkach. No po prostu czuje, że nagle może, że w przeciwieństwie do gier nie ma tu jasnych ograniczeń. Przypomina mi to moment, gdy w mojej ulubionej niegdyś grze American Conquest odkryłem tryb edycji, gdzie mogłem robić bitwy wielotysięcznych armii zupełnie bez wysiłku. Później jednak odkryłem, że fajniej gra się jednak w kampanię. Wydaje mi się, że w przypadku większości mikronautów, którzy w tej zabawie zostają taka zmiana następuje, pewnie trochę za sprawą realowego dojrzewania. Trochę starsi "gracze" zaczynają preferować projekty, w które trzeba włożyć trochę wysiłku. Jak już się pobyło cesarzem to zaczyna się szukać źródła autentycznej satysfakcji, aby móc powiedzieć "to mi się udało!".
Pewnie tak. Po nacieszeniu się łatwym zwycięstwem chce się ciekawszych wyzwań. Jeszcze zależy kto jakie wyzwania woli - osobiście, w Cities:Skylines gram z nieskończonymi funduszami. Wolę skupić się na prowadzeniu miasta w sposób niezakłócony czarną dziurą w budżecie, wyżywaniu się kreatywnym i budowaniu miasta funkcjonującego sprawnie, możliwie bez korków. W mikronacjach robię coś podobnego. Może mało realistycznie, może nie wyzwanie, ale wolę skupiać się na innych rzeczach. Przynajmniej na razie.


(26-01-2022 13:05)Ronon Dex napisał(a): Czy może istnieć mikronacja bez polityki? Całkowicie bez to w sumie chyba się nie da, ale z ograniczeniem jej do absolutnego minimum się da. Natomiast czy może istnieć mikronacja bez narracji? Moim zdaniem nie może… bo niby z czego się wtedy ma składać? W polityki jako „sztuka dla sztuki”? Fikcyjne rządząnie kompletnie niczym? Może dlatego te kraje z tą „bezsensowną narracją” (w sensie braku tej prawdziwej, a nie takiej która nam nie odpowiada stylem) wypadają tak żałośnie… bo im tam pozostaje? Kłócić się o władzę nad niczym?
Swego czasu na Facebooku był projekt zwany "Symulator sejmu", gdzie celem była czysta polityka, a z tego co mi wiadomo, narracja była ograniczona, prowadzona tylko przez mistrza gry. Z drugiej strony, nie była to mikronacja, bardziej coś w rodzaju RPG z pewnym konkretnym celem, warunkiem zakończenia gry (było to przejęcie władzy absolutnej). Mikronacje nie mają takiego warunku zakończenia, bo chodzi raczej o to, by działały jak najdłużej.
Antoni Moskwicz van der Pohl rodu Argentfører
[Obrazek: 1101.png]
[-] 2 użytkowników podziękowało za ten post:
  • Ametyst Faradobus, Andrzej Płatonowicz Ordyński
#7
(26-01-2022 15:52)Antoni Moskwicz napisał(a): Mikronacje nie mają takiego warunku zakończenia, bo chodzi raczej o to, by działały jak najdłużej.
No i wlaśnie do tego "niezakończenia" musi istnieć ciągle rozwijająca się narracja... bo bez tego się po prostu nie da. Ile się można "kłócić" o "stołki" jako "sztuka dla sztuki"?

Oczywiście idealna mikronacja to taka gdzie jest mniej więcej równa proporcja polityków i "inżynierów świata"... Tyle, że moim zdaniem o ile "inżynierowie świata" bez polityków jakoś dali by sobie radę, bo z samej chęci podtrzymania zabawy są w stanie "z obrzydzeniem" pobawić się w politykę (patrzcie -> moja nędzna "prezydentura techniczna"), to ci "politycy" bez tych "inżynierów świata" długo nie pociągną...
Ronon Dex
Marszałek Wielki w stanie spoczynku
Katechon - Prefekt Departamentu Lisewskiego, Posiadacz Lenna Razorno i Zarządca Lenna Lisendorff
Generał-gubernator Nan Di (terytorium zależne Brodrii)

[Obrazek: 3_21_02_22_6_18_27.png]
[-] 2 użytkowników podziękowało za ten post:
  • Ametyst Faradobus, Andrzej Płatonowicz Ordyński
#8
(26-01-2022 13:05)Ronon Dex napisał(a): Powstaje pytanie co rozumiemy przez krytykę „narracji bezsensownej” oraz co uważamy za narrację bezsensowną?

Ciekawe pytanie. Jeszcze kilka dobrych lat temu sam uwielbiałem zabawy w narracje, wydarzenia fabularne - w szczytowym okresie ZSKHiW to one były podstawą działalności państwa i czynnikiem integrującym społeczność. Dziś z kolei przyłapuję się na tym, że tego typu "odgrywane" scenki życiowe zdarza mi się oceniać jako spam i lanie wody.
 prof. dr net. mgr gen. bryg. rez.
Ametyst Faradobus

Minister Spraw Zagranicznych i były Prezydent Republiki Bialeńskiej
W Rzeszy Bialeńskiej Lew Wolnogradu, Sułtan Faradobaju i Wielki Kniaź Jaruzelimy,
zaś z woli Ludu Szlacheckiego Bardzo Spaniały Król Hirschbergii i Weerlandu Etc.
[Obrazek: 85_24_01_22_10_20_22.png]
[Obrazek: 1018.png]
#9
(26-01-2022 19:59)Ametyst Faradobus napisał(a): Jeszcze kilka dobrych lat temu sam uwielbiałem zabawy w narracje, wydarzenia fabularne - w szczytowym okresie ZSKHiW to one były podstawą działalności państwa i czynnikiem integrującym społeczność. Dziś z kolei przyłapuję się na tym, że tego typu "odgrywane" scenki życiowe zdarza mi się oceniać jako spam i lanie wody.
No i teraz pytanie, czy "z wiekiem" (zaczynałeś przecież jako dzieciak) zmienił się aby Twój gust co do narracji i może zmieniły się spodoby jej prowadzenia? Przecież dalej sie w to bawisz, tylko "trochę" inaczej. Mnie osobiście ta narracja ZSKHiW nie odpowieadała... jednak nie negowałem jej jako takiej, tylko uważałem za taką, która mi nie odpowiada. Pomimo tego, udało mi się przecież ze dwa czy trzy razy w nią wpasować... nawet nie dlatego, że by mnie to bawiło (sam styl mi nie pasował), ale dlatego że to była jakaś narracja, inna niż moja, odmienna od moich zapatrywać na narrację - ale jednak narracja. Ta narracja, którą można krytykować, uznawać ją za tą o "odmiennych gustach", jako inną fantastykę etc. Jednak jakoś się dawało współdziałać, choćby chwilami...

Teraz przecież ciągle prowadzisz narrację, tylko inną niż wtedy, z czasów "szczytowego ZSKHiW"... Po prostu robisz to na innym poziomie i w innym stylu. Ale dalej jesteś tym "inżynierem świata". Tylko innego niż wtedy...
Ronon Dex
Marszałek Wielki w stanie spoczynku
Katechon - Prefekt Departamentu Lisewskiego, Posiadacz Lenna Razorno i Zarządca Lenna Lisendorff
Generał-gubernator Nan Di (terytorium zależne Brodrii)

[Obrazek: 3_21_02_22_6_18_27.png]
#10
(26-01-2022 20:15)Ronon Dex napisał(a): Pomimo tego, udało mi się przecież ze dwa czy trzy razy w nią wpasować...

No ba, ja to bardzo doceniłem. I teraz pytanie - czy dziś uważasz takie podejście za właściwe? Czy zwolennicy takiej "dojrzałej" narracji powinni próbować chociaż w pewnym stopniu dostosować się do narracji "amatorskiej"?
 prof. dr net. mgr gen. bryg. rez.
Ametyst Faradobus

Minister Spraw Zagranicznych i były Prezydent Republiki Bialeńskiej
W Rzeszy Bialeńskiej Lew Wolnogradu, Sułtan Faradobaju i Wielki Kniaź Jaruzelimy,
zaś z woli Ludu Szlacheckiego Bardzo Spaniały Król Hirschbergii i Weerlandu Etc.
[Obrazek: 85_24_01_22_10_20_22.png]
[Obrazek: 1018.png]




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości