• 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Operacja "Wicher Valhalli"
#1
Operacja "Wicher Valhalli"

Saif przechadzał się po jednej z pustych o tej porze roku aharskich plaż. W oddali widział swojego psa, który co jakiś czas ochoczo, bawiąc się sam ze sobą przeskakiwał leniwie wżerające się w ląd fale spokojnego morza. Powietrze było czyste i chłodne, wiatr lekko tylko rozwiewał czarne włosy Aharczyka.

Już od tygodnia, jak zauważył Saif, na horyzoncie majaczyły ledwie widoczne punkciki, najprawdopodobniej grupa jednostek pływających. "Pewnie to Bialeńczycy" - pomyślał kontynuując przechadzkę i koncentrując się na swoim psie.

"Azor!" - krzyknął w stronę psa Saif i podniósł w górę powyginany kijek. Pies odwróciwszy głowę zamarł, po czym po chwili napiął się gotowy do biegu za patykiem. Saif rzucił kijek w stronę wody, a pies rzucił się do niej w celu wyłowienia swej zdobyczy. 

"Na plaży nie ma nikogo poza cywilem z psem" - powiedział do radia obserwujący tę sytuację dowódca grupy desantowej. Nie odwracając wzroku od szkieł lornety dodał - "Startujemy. Wszyscy na pozycje bojowe". W tym samym momencie na okręcie lotniczo-desantowym "Jan Leksy" rozległ się alarm, a statek jakby ożył wzburzony krzykiem setek bialeńskich żołnierzy i dudnieniem ich butów. 

***

Zaczynało się ściemniać więc Saif postanowił powoli kierować się do swojego domu w znajdującej się nieopodal małej wiosce. "Matka pewnie znowu nagotowała tych paskudnych owoców morza, psia kość" - powiedział sobie w myślach. Odkąd bialeńskie statki handlowe już od ponad miesiąca z nieznanych przyczyn przestały zawijać do pobliskiego portu, na Aharze pojawiły się problemy z żywnością. Rządzący wyspą gubernator - lecz prędzej można by rzec - watażka, wydał polecenie "oszczędzania produktów strategicznych", co w praktyce oznaczało konfiskatę żywności przetworzonej - produktu eksportowego z Bialenii - przez jego uzbrojonych żołdaków. Prości mieszkańcy wyspy zostali więc pozostawieni z owocami aharskiej ziemi - mało żyznej i niedającej wielu płodów albo z tym co oferowały otaczające wody. 

Wracając polną drogą Saif myślał już o kolejnym dniu - "Z rana pobudka, śniadanie, potem na targ pomagać ojcu w serwowaniu zupek kińskich, a potem? Potem się zobaczy... I tak nie ma tu nic do roboty na tej wyspie..." - przystanął, podniósł głowę do góry i westchnął. Przez chwilę wydało mu się, że w oddali słyszy coś w rodzaju dudnienia. Początkowo to zignorował i szedł dalej, lecz po chwili dudnienie stało się coraz bardziej słyszalne. Dochodziło z kierunku plaży. "Czy coś nie tak z moim słuchem?" - pomyślał i odwrócił głowę w stronę tajemniczego dźwięku. Wytężył myśli, lecz nie wiedział co to. Pierwszy raz w życiu słyszał coś takiego. Nie mógł też dostrzec co to, bowiem widoczność zasłaniały górujące nad brzegiem plaży - skąd szedł Saif - drzewa. 

Nagle jednak, jak rój szarańczy, znad koron drzew wyłoniły się bialeńskie stalowe ptaki. Lecące w szyku śmigłowce szturmowe, a tuż za nimi transportowe przecięły aharskie niebo. Saif upadł na ziemię i ze wzrokiem pełnym przerażenia obserwował jak chmara helikopterów przeleciała nad jego głową. Grupa leciała nisko, w celu zminimalizowania ryzyka wykrycia. 

Saifowi wydało się, że całe zajście trwało wieczność. Widział, jak potężne śmigła bialeńskich maszyn tną niczym ostrza wirujących samurajów, powietrze wokół. Widział uzbrojonych po zęby żołnierzy siedzących na burtach helikopterów. Widział podwieszane wyrzutnie rakiet i wielkokalibrowe działka. W rzeczywistości scena ta trwała kilka sekund. Grupa śmigłowców, tak szybko jak się pojawiła, tak szybko zniknęła za pobliskim wzgórzem. Został po niej tylko charakterystyczny dźwięk dudnienia.

Saif po kilku chwilach otępienia, zerwał się z ziemi i pobiegł co tchu do swojego domu. 

[Obrazek: 98_14_11_22_9_49_25.jpeg]

c.d.n.   
[Obrazek: 98_12_01_22_7_46_37.png]

IWAN PIETROW

Jego Imperatorska Mość Car Brodrii, Ojciec Etnosów Nordackich, Wyjątkowy 33. Prezydent Bialenii, Półbóg

[Obrazek: 3_11_10_20_6_24_06.png] [Obrazek: 3_11_10_20_6_24_45.png] [Obrazek: 3_11_10_20_6_25_50.png] [Obrazek: 3_11_10_20_6_26_52.png] [Obrazek: 3_21_03_20_6_14_59.png][Obrazek: 3_11_10_20_6_27_24.png] [Obrazek: 3_11_10_20_6_49_07.png][Obrazek: 3_11_10_20_6_48_19.png] [Obrazek: 3_11_10_20_6_48_05.png] [Obrazek: 3_11_10_20_6_53_54.png] [Obrazek: 3_11_10_20_6_53_38.png] [Obrazek: 3_03_11_20_7_03_14.png] [Obrazek: 3_11_10_20_6_49_24.png] [Obrazek: 3_11_10_20_6_47_11.png] [Obrazek: 3_11_10_20_6_47_32.png] [Obrazek: 3_11_10_20_6_47_47.png]
[-] 2 użytkowników podziękowało za ten post:
  • Ametyst Faradobus, Andrzej Płatonowicz Ordyński
#2
[Obrazek: Obraz.png]

W świąteczny poranek Prezydent Republiki obudził się nieco później niż zwykle, bo o godzinie ósmej czwartej. Jak zwykle dzień rozpoczął od przeglądu prasy i dokumentów spożywając jednocześnie psznie śniadanie w mieszkaniu służbowym sąsiadującym z gabinetem. Za godzinę miał udać się na Wzgórze Muammara, aby przewodniczyć pierwszej części obchodów. Niespodziewanie lekturę przerwał mu adiutant z ramienia Wojsk Lądowych przynosząc dodatkowy dokument.

- Dowódca Sił Zbrojnych prosi Obywatela Prezydenta o podpis pod...
- Pod?
- Pod dokumentem wagi państwowej.
- Pokaż pan... Cóż on mnie... Ach, czyli to już dzisiaj? Nie powiem, Iwan pozytywnie mnie zaskoczył. Dajcie mię go jeszcze do telefonu.

Po kilku minutach konduktor miał na linii Marszałka Pietrowa.

- Czyli jednak dzisiaj... Dobra, plan zatwierdzam i odsyłam Ci faksem. Wszystkiego najlepszego!
prof. dr net. mgr gen. bryg.
Ametyst Faradobus

Prezydent Republiki Bialeńskiej
Rektor Uniwersytetu Bialeńskiego

[Obrazek: 3_18_10_20_1_42_47.png]




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości