• 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wyprawa hiperborejska
#11
O czym? Proponowaliśmy Ametystowi udział w wyprawie, ale niestety nie ma on na to czasu.
#12
Może zna jakąś geografię czy coś.
Prezes Bialeńskiego Zarządu Cywilnej Przestrzeni Powietrznej, Przewodniczący Partii Bialenia i Wolność, Minister Spraw Wewnętrznych.

KAMIL VERIOPIN
#13
Tak, tak z każdą kolejną wyprawą, stajemy się mądrzejsi, a nawet bogatsi mając na względzie nowe doświadczenia. Bo czym innym jest przyznanie się do uczciwego ubóstwa jeśli nie wykazem trosk i zmartwień związanym z codziennymi wyrzeczeniami. Ale w podróże warto inwestować. Na przykład, ostatnia z moich wypraw, którą zwykło się nazywać ekspedycją sambiańską, przyniosła niezwykle owocne zbiory. Miałem ogromną przyjemność odkrywać dotąd nie w pełni zbadane, w pół dzikie tereny dawnej federacji Al Rajn. Nawiązałem wiele interesujących znajomości. I chociaż nie dane nam było ostatecznie odkryć źródła mitycznej Agharty to i tak cieszę się, że mogłem tam być. Obecnie sprawy mają się nieco lepiej. Opierając się na relacji Bartłomieja Demiatycza, wejścia należy poszukiwać w Szkarłatnej Fortecy gdzie znajduje się prastara krypta. Jeśli dopisze nam szczęście, to będziemy pierwszymi ludźmi z poza ludu Macharadżów, którzy dostąpią przywileju obejrzenia z bliska tej fascynującej komnaty. Jii-ha-ha!
#14
Ludzie SBV i Jan Lubomirski-Dostojewski zaczęli wypakowywać swój sprzęt. Tym razem mieli już założone mundury polowe moro i czarne berety z gwiazdami odpowiednio do rangi. U dowódcy tej grupy, jedyne co się zmieniło, to kolor apaszki, teraz była w kolorze szmaragdowym przeplatana złotymi nićmi, dzięki którym, osobom oddalonych od kilka metrów wydawało się, że ten asortyment błyszczy.
Jedynym przemyśleniem Volkiańczyków było to, że jest na tym kontynencie zbyt wysoka temperatura. Dwójka oficerów zwróciła również uwagę na egzotyczne, kolorowe owady, które były wszechobecne.
#15
Gdy dotarliśmy do granic stolicy niegdyś słynnego Aryunu, powitali nas uzbrojeni po zęby strażnicy. Oczywiście nie uwierzyli nam, gdy przedstawiliśmy się jako delegacja z Bialenii. Rozbroili nas i zaprowadzili przed oblicze Nalinakszy, który okazał się być przywódcą miasta. W przeszłości był aryuńskim urzędnikiem, a po wydarzeniach, które nazwał "apokalipsą" zdobył władzę nad miastem w wyniku ciężkich walk z "siłami entropii", czyli po prostu bandytami, którzy postanowili wykorzystać trudne czasy dla własnych korzyści. Uwierzył w nasze pochodzenie, wiele słyszał o Bialenii, ale od lat nie dociera na Hiperboreę wiele wieści z półkuli północnej. Pozwolił nam pozostać w mieście, nie chciał słyszeć o dalszej podróży (na prowincji panował ponoć chaos), ale wobec naszego uporu obiecał pomóc nam dotrzeć do Xocotli. Tam również mocno trzymała się cywilizacja, natomiast im dalej w stronę Tirimudzii, tym bardziej niebezpiecznie miałoby być. Jednak wieści z Maharadżatu nie było wiele. Albo Nalinaksza nie chciał się nimi podzielić. Nie pozostało nam nic innego niż na własną rękę zorientować się w sytuacji. I poznać miasto. Jesteśmy tu pierwszy i zapewne ostatni raz w życiu.
#16
W wolnej chwili zrobiłem rekonesans po miejskim bazarze. Jest tu absolutnie wszystko. Każdy chce coś sprzedać, kupić, zamienić. Kramarze przekrzykują się, zachwalając produkty. Istne szaleństwo. Podczas dokonywania zakupów, przechwyciłem zagadkową korespondencje.


Cytat:Do towarzysza Naliankszy

Witaj! Otrzymałem twój list. Słuchaj zaleceń lekarzy, bo zdrowie to poważna sprawa. Zjazd partii został przesunięty na 10 maja. Możesz spokojnie zostać w Xocotli do końca albo drugiej połowy kwietnia. Lecz się porządnie. Na moje polecenie wysłano transport z kolejną grupą do badań. Wszyscy póki co są w dobrej kondycji.
U nas sprawy toczą się nieźle.
Uściski dłoni.
                                                                                                                  Malianksza
   

Cytat:Drogi Maliankszo,

Wielkie dzięki za list! Jest to dla mnie jeden z żywych dowodów na to, że czujesz się naprawdę dobrze, że odzyskałeś siły i możesz znowu gwizdać na tych wszystkich uzdrowicieli. Co oni, do licha wyrabiają te konowały, niech ich diabli wezmą! Dobrze, że wyrwałeś się z łap tych rekinów, inaczej nieźle by Cię  pokiereszowali. Ci najbardziej wyszczekani śmią podważać pogląd o długowieczności mieszkańców Aryunu! Nie mają pojęcia o tym, jakie sukcesy odnosi laboratorium przy opracowywaniu serum, które wydłużyłoby życie ludzkie do 140 lat! Jestem dozgonnie wdzięczny za kolejny transport. Ale mam jeszcze jedną, najważniejszą prośbę: wracaj do miasta zdrowy, czujny i, jak zwykle, pełen życia.
Całuje Cię mocno.
                                                                                                             Twój Nalianksza


Na moje oko, po dotarciu do Xocotli, będzie trzeba się porządnie rozejrzeć.
#17
Wizyta w Xocotli była krótka. Miasto było bardzo podobne do stolicy Aryunu, również uniezależniło się po upadku Królestwa i jest oazą cywilizacji pośrodku coraz bardziej zdziczałem prowincji. Prowadzą handel z Kacperpolis oraz okolicznymi osadami, natomiast kontakty z mieszkańcami Tirimudzii zdarzają im się sporadycznie. Przybysze ci przeważnie są bardzo ekscentryczni i opowiadają niesłychane historie z pogranicza rzeczywistości i magii. Gubernator Xocotli poinformował nas, że w zeszłym roku wysłał tam aż dwie wyprawy, które dotąd nie powróciły. Odmówił nam pomocy, więc do Jodzii polecimy już sami.

Przed nami najważniejsza część wyprawy. Proszę uczestników o podsumowanie dotychczasowych wydarzeń.
#18
Ludzie z Volkianu nie byli zbyt zadowoleni, faktem, iż musieli zdać broń na czas pobytu w mieście. Na szczęście pobyt był krótki i szybko odebrali sprzęt z depozytu. Podczas odpoczynku, agenci SBV i Lubomirski studiowali mapy okolicy, sprawdzając, czy drogi są przejezdne oraz wypytywali lokalnych żołnierzy o bandytów i inne potencjalne zagrożenia. Z rozmowy wynikło, że na szczęście na tych terenach nie ma dużej ilości drapieżników, a rozbójnicy to już rzadkość.
[-] 1 użytkownik podziękował za ten post:
  • AndrzejSwarzewski
#19
Chodziłem po mieście poszukując czegokolwiek, co mogłoby nam pomóc w dalszej wyprawie. Jakiejś mapy, czegoś podobnego...
-Kim ty w sumie jesteś? Skąd przybywasz?- zapytał się mnie jeden z pytanych ludzi.
-Z Bialeni- odpowiedziałem tylko na jedno pytanie. 
Człowiek wyglądał jakby szukał tej nazwy w pamięci.
-To poza Hiperboreą, na Nordacie- dodałem.
Teraz człowiek od razu wiedział, o jaki kraj chodzi.
-To Nordata jeszcze istnieje? Przecież uciekałem z niej przed katastrofą. Trzeba było oddać przecież pokłon...
Już nie zdążyłem się spytać o jaką katastrofę mu chodzi, ale jego słowa zapadły mi w pamięci. Komu można oddać pokłon na Hiperborei?
[-] 1 użytkownik podziękował za ten post:
  • AndrzejSwarzewski
#20
Dotarliśmy do Miasta Wspaniałego. Zobaczyliśmy nie zgliszcza dawnej cywilizacji, lecz tętniącą życiem metropolię. Wszystko wyglądało jak z innej epoki, ale było pięknie. Ludzie byli szczęśliwi, nikt nie był biedny ani samotny. Ze względu na nasze stroje wzbudzaliśmy zainteresowanie przechodzących wokół przechodniów. Nikt jednak nas nie zatrzymywał, ani nie zaczepiał. Najwyraźniej jednak ktoś przekazał informację o naszym przybyciu dalej, bo drogę do centrum miasta zajechała nam stara limuzyna (samochodów w Jodzii było niewiele, a wszystkie one były niezwykle wiekowe). Wysiadł z niej bramin Srinivasa i zaprosił nas do siebie, gdzie po wypytaniu o naszą podróż przeszedł do niezwykle ciekawego opowiadania:
Cytat:Jeszcze kilka lat temu byłem naukowcem, moją dziedziną były nauki polityczne. Wziąłem nawet udział w kilku konferencjach w Dreamlandzie. Nie uwierzyłbym wówczas, że wkrótce zostanę braminem, ale On tak zadecydował. Nie wiecie o kim mówię? O Wardhamanie. Przejął władzę w czasie poważnego kryzysu i ogłosił, że bogowie zatrzymali Kalijugę na półkuli południowej. Ludzie za nim poszli, ja również. Spaliliśmy wszystkie północne książki, odebraliśmy niższym kastom dostęp do technologii i zaprzestaliśmy jakichkolwiek stosunków ze światem zewnętrznym. Tirimudzia jest duża, możemy pozwolić sobie na autarkię przy ograniczeniu potrzeb przez ludzi. Aryun nie podzielał wizji Wardhamany, więc otrzymali karę z niebios (tak przynajmniej głosi oficjalna wersja). Siedmiogród zdecydował się podporządkować. Zakazano im jedynie kontaktów ze światem Północy, oprócz tego mają całkowitą swobodę. Elity intelektualne ponoć protestowały, ale ostatnio słuch o nich zaginął. 
Tak się składa, że byłem w poszukiwanej przez Was Krypcie. To ciekawe miejsce... Wardhamana pozwolił najwyższym braminom (ja również się do nich zaliczam) na uczestnictwo w otwarciu krypty, krótko po kontrrewolucji. Najbardziej zaskoczyła nas trójpalczasta mumia, ale również olbrzymi szkarłatny klucz. Nikt nie wie do czego służy, choć nasz przywódca ogłosił, że u kresu Mahajugi za pomocą tego klucza otworzymy Szkarłatne Wrota... Być może ma to związek z Waszą wyprawą? 
Nie możecie zostać w Jodzii, nikt z północy nie jest tu mile widziany. Mam jednak też dobrą wiadomość. Jeśli odnajdziecie drzwi do których pasować będzie ten klucz, to wspólnie otworzymy drzwi. Tirimudzia obsypie Was wszelkimi bogactwami i zaszczytami. Co na to Wardhamana? Krótko po zakończeniu przemian zniknął. Ponoć odleciał jeszcze bardziej na Południe...




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości