• 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Zapytaj Alego
#1
Big Grin 
Jako, że kandyduję do parlamentu jednego z najwspanialszych państw (zaraz obok RLS i SRS ale one to już historia), postanowiłem wysłuchać wyborców i odpowiedzieć na ich pytania (jeżeli jakieś będą). 
Odpowiem dziś wieczorem albo jutro rano //wieczorem będę koledze w realnej kampanii pomagać z banerami i plakatami ale jak się szybko wyrobimy to może i tutaj się zaangażuję jeszcze dziś//

[Obrazek: ad0866a272a2e.png]
Ajatollah Ali ibn Abi Talib
#2
Czy WRony były zdrajcami i dlaczego tak?
#3
1. Czy to doświadczenie umożliwia pojęcia, czy jest odwrotnie? Inaczej mówiąc, czy Kant dokonał wybitnego odkrycia, czy też rozpoczął drogę w przepaść, która ostatecznie doprowadziła do postmodernizmu?
2. Czy stare mikronacje ponoszą odpowiedzialność za kryzys demograficzny w mikroświecie?
3. Czy planujesz jakieś inby na najbliższą kadencję?
#4
Co do WRon.
Pamiętam okres kiedy Bialenia łączyła się z Brodrią oraz Hasselandem jednak prywatnie negatywnie byłem do tego nastawiony. Wiadomo, że te działania były podjęte w celu ratowania aktywności w każdej ze stron, oraz być może realizacji projektu Bastion. Jednak takie działania sprawiają, że mikronacja traci swój unikalny urok, jedno forum i kilka na nim państw. Na szczęście dla nas WRony już odleciały.

Nie byłem nigdy fanem Kanta jednak postmodernizm zakłada nam subiektywizm który jest był i będzie zawsze. Ocena podjęta przez Ciebie Andrzeju czy przez kogoś innego zawsze jest oceną subiektywną. Obiektywizm powstaje przez zestawienie subiektywnych ocen. Obecnie panuje zupełnie inne społeczeństwo nastawione na indywidualizm (przynajmniej w Europie w Azji jest nieco inaczej ale to temat osobny) niemożna powiedzieć, że jest to droga w przepaść, pamiętajmy, że popierając masę nie zawsze jesteśmy popierani i my.

Niezupełnie ponoszą odpowiedzialność, pamiętajmy, że mikronacje zawsze (tak mi się wydaje) były niszowe. Jedyne co można zarzucić to fakt, że nie dążyli do rozwoju w celu znalezienia lepszego silnika dla mikronacji niż forum. Ono jest doskonałe do pisania jednak poza pisaniem nic nie dają nam fora. Oczywiście to też nie jest proste, ponieważ forum mimo swoich wad jest możliwe do zainstalowania przez praktycznie każdego a jak powstał by silnik jakiś wymagał by większych kompetencji do jego instalacji i przerobienia pod swoje państwo (zakładam, że silnik nie posiadał by możliwości kreacji własnego wyglądu z pozycji interfejsu graficznego a wymagał by edycji kodu). Na pewno zaprzestanie istnienia organizacji typu ONZ czy MIB były ciosem dla mikronacji. Jedak aby ten problem rozwiązać należało by podjąć kroki w celu pokazania ludziom, że są takie twory jak mikronacje i o co tutaj chodzi. Nie jest to rozrywka dla każdego.

Wszystko zależy od aktywności i chęci obywateli. Mamy Discorda który jest o tyle super, działa wszędzie i na telefonie można spokojnie z niego korzystać. Może robić weekend na Discordzie wieczorem posiedzieć i porozmawiać tam na kanałach głosowych. Są gry typu CS2D które nawet na tosterze powinny działać i są darmowe można spróbować pograć wspólnie (DSJ jest ok ale tutaj nie ma kontaktu między graczami). Zrobić misję religijną do Rotrii i nawrócić ich na jedyną słuszną ścieżkę Kadafizmu i Zielonego Kościoła (to działania w trosce o ich zbawienie).
Ajatollah Ali ibn Abi Talib
[-] 1 użytkownik podziękował za ten post:
  • AndrzejSwarzewski
#5
Czy dobro Republiki winno być najwyższym prawem ?
[-] 1 użytkownik podziękował za ten post:
  • Karol Medycejski
#6
Zależy co rozumiemy pod słowem "dobro". Na pewno działania na szkodę republiki winny być karane. Jednocześnie pojęcie "Republika" czy oznacza ona system czy Bialenię. Jeżeli Bialenię to jak powiedziałem, działania na szkodę Bialenii powinny być karane a jak system to niekoniecznie. Oznaczało by to, że dążenie do zrobienia z Republiki np. Monarchii było by łamaniem prawa. Tak więc najważniejsze to budować silną i zjednoczoną Bialenię.
Ajatollah Ali ibn Abi Talib
#7
Kontynuując ten wątek, bo jest bardzo ciekawy, czy twoim zdaniem ta paremia upoważnia władzę lub kogoś nawet spoza tejże do wykroczenia przeciwko prawu pozytywnemu na rzecz obrony innych wartości skorelowanych właśnie z dobrem republiki (tu rozumianej jako państwo bialeńskie)? Czy może oznacza ona jedynie obowiązek działania władz zawsze na rzecz dobra Bialenii, ale w granicach nadanych przez obowiązujący system prawny?

Przy okazji zareklamuję mój krótki esej w tym temacie (aha, widzę, że gdzieś zniknął, pewnie ktoś go usunął razem z Klubem Konserwatywnym, więc wklejam tu by rozjaśnić o co mi chodzi): 


Cytat:Salus rei publicae

„Pomyślność Republiki (Ludu Rzymskiego) najwyższym nakazem”. Ta znana łacińska maksyma oryginalnie pojawiła się w traktacie Cycerona „O prawach” jako dyrektywa postępowania dla dwu najwyższych członków magistratu rzymskiego, którzy sprawują urząd będący emanacją elementu monarchicznego w Republice (czy raczej diarchicznego, obok pierwiastków arystokratycznego – Senatu i demokratycznego – zgromadzeń ludowych), to jest konsulów. Jako osoby dysponujące imperium maius, czyli kompetencją do decydowaniu o najważniejszych sprawach z zakresu ius publicum (w tym wojskowych, religijnych, wyborczych, czy życiu i śmierci obywateli Rzymu, a więc o sprawach najżywotniejszych z punktu widzenia ówczesnego państwa), byli oni jednocześnie osobami, na których ciążyła największa odpowiedzialność. Wybrani przez Lud Republiki rządzili w jego imieniu i na jego rzecz, a zatem fakt powołania dobra tegoż Ludu (i jego państwa, które tworzył - Res Publica) jako najwyższego nakazu w sposobie i, przede wszystkim, celu sprawowania kompetencji przez konsulów nie powinien, na pozór, nikogo dziwić. 

A jednak wśród badaczy prawa rzymskiego publicznego nie ma całkowitej zgody odnośnie do takiego postawienia sprawy (vide felieton dr. (hab.) Maciej Jońcy „Suprema lex” w „Edukacja prawnicza”, nr 11 (119) listopad 2010 C.H. Beck). Autor artykułu przypisuje Cyceronowi w wygłoszonym poglądzie cynizm (w potocznym tego słowa znaczeniu) oraz populizm, mający na celu orędowanie za wzmacnianiem niedemokratycznych pierwiastków w Republice (oficjalnie w celu ochrony ogółu), czy wręcz „usprawiedliwianie aktów pogwałcenia prawa dokonywanych w zamiarze zduszenia opozycji i zachowania władzy.” Wydaje się jednak, że tak radykalne postawienie sprawy jest zbyt daleko posunięte i zdecydowanie nie uwzględnia specyfiki ówczesnych ustrojów z elementami władzy ludu wykonywanej bezpośrednio. W owych państwach władza sprawowana przez ogół obywateli w formie wiecowej stwarzała znaczne ryzyko przerodzenia się w ochlokrację, czyli rządy tłumu, będący przeciwny procesowi demokratycznemu, zwłaszcza we współczesnym jego wyobrażeniu, tj. rządom ludu, ale w wyznaczonych przez prawo ramach. Nie istniały bowiem wówczas rozbudowane gwarancje proceduralne podejmowania decyzji i rację zazwyczaj miał ten, kto głośniej krzyczał lub którego argument akurat wydawał się najbardziej przekonywujący, to jest na przykład najatrakcyjniejszy, a taki jak wiadomo przecież nie musi być akurat najlepszym. Zaś z punktu widzenia polityki i pomyślności państwa (salus rei publicae) w ogóle może być argumentem fatalnym. I choć prawdą jest, że chociażby system centurialny, a więc podział majątkowy obywateli na potrzeby wyboru najważniejszych urzędników i w celu podejmowania najbardziej ważkich decyzji (takich jak rozpoczęcie i zakończenie wojny, czy też uchwalanie ustaw – leges), dawał znaczącą przewagę (niemal sto na niespełna dwieście centurii) obywatelom zamożnym (a więc przynajmniej nieco bardziej niezależnym ekonomicznie i być może mniej podatnym na populizm gospodarczy), nie było to jednak równoznaczne z podejmowaniem decyzji najmądrzejszych. Także inne przymioty potrzebne są bowiem w sprawowaniu władzy publicznej: w tym stosowne wykształcenie, ogłada oraz cnota rozumiana jako rozumienie spraw publicznych i stawianie ich zawsze na piedestale procesu decyzyjnego, a także odwaga i umiejętność podejmowania decyzji opartych na tejże cnocie. Śmiem wątpić czy takimi właśnie wartościami kierowali się obywatele rzymscy w trakcie wieców. Oczywiście nie było także żadnych gwarancji, że urzędnicy wybrani przez Lud rzymski będą kierowali się właśnie tymi dyrektywami. Nie jest jednak prawdą, że Cyceron agitował za wzmacnianiem elementów królewskich w Republice czy raczej głównie za nimi. Prędzej przypisać by mu można, biorąc pod uwagę szerszy kontekst jego poglądów, wspieranie arystokracji (choć oficjalnie popierał równowagę trzech pierwiastków), a biorąc pod uwagę jego osobistą pozycję i chcąc być na siłę krytycznym, doszukując się zarazem pod maską męża stanu, „prawdziwej” twarzy obłudnego polityka, tudzież patrycjusza-nuworysza, można by w ostateczności próbować sparować Marka Tulliusza z koncepcją oligarchii, którą on sam jednak uznawał za niesprawiedliwe wypaczenie arystokracji. Tak czy inaczej, nawet gdyby uznać, że sformułowanie dyrektywy dla sprawowania rządów w postaci dobra państwa jako najwyższego prawa i nakazu jest w istocie ukrytym optowaniem za wzmacnianiem elementów arystokracji (względnie oligarchii), a nawet i monarchii (diarchii) w opozycji do elementu ludowego (demokratycznego), to wydaje się, że w państwie o takiej specyfice jak starożytny Rzym, jest to rozwiązaniem wyłącznie korzystnym. Zważywszy zwłaszcza na to, że węższa grupa (to jest z wyższym pułapem wejścia do niej) daje większą rękojmię prawidłowego sprawowania władzy, a także ze względu na niemożliwość (zwłaszcza w późniejszym okresie – Rzym przecież się rozrastał) sprawnego wykonywania władzy przez tak liczne zgromadzenie. 

W tych rozważaniach należy zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt, także poruszony przez dr. hab. Jońcę. Otóż, sformułowanie tak ogólnej dyrektywy może stanowić pokusę do jej antylegalnej wykładni. Jeśli zatem, dobro ludu (państwa) jest dobrem najwyższym, a prawo (w ujęciu przedmiotowym) nie służy realizacji tego dobra, należy postąpić wbrew niemu. Taka interpretacja może być dobrym uzasadnieniem do postawienia tej mglistej, skądinąd, w swoim znaczeniu dyrektywy nad najwyższym prawem (tu znów przedmiotowym), czyli konstytucją. W Rzymie nie istniała spisana ustawa zasadnicza. Na konstytucję (ale nie we współczesnym, znanym nam kształcie) składała się część spisanego prawa, ale także, a może raczej przede wszystkim, liczne zwyczaje wywodzące się z archaicznego okresu rzymskiej państwowości. Do tak ukształtowanego ustroju znacznie prościej wpasować wyżej wspomnianą dyrektywę, gdyż i dużo trudniej wskazać wówczas na potencjalne bezpośrednie wykroczenie przeciwko literze prawa. Zupełnie inaczej sprawa wygląda w przypadku państw współczesnych, gdzie prawo, w tym i ustawa zasadnicza, jest (a przynajmniej winno być) spisane, ogłoszone i jasne. Oczywiście pojawiają się głosy, że i to nie przeszkadza w realizacji tytułowej dyrektywy dobra państwa (ludu) jako najwyższego prawa. Wówczas, wobec zagrożenia tego dobra, w takim swoistym stanie nadzwyczajnym, powinna istnieć jednostka (to istotne, że pojedynczy podmiot, a nie zbiorowość właśnie), która władna będzie zawiesić prawa stanowione, w celu ochrony państwa, a więc i jego obywateli (słynny decyzjonizm Schmitta). Na marginesie, nie sposób nie poczynić tu znów odwołania do starożytnego Rzymu i nie zasygnalizować przy okazji instytucji dyktatora. Wracając jednak do samej dyrektywy „Salus rei publicae” i próby jej umieszczenia we współczesnym porządku prawno-politycznym, chciałbym jedynie krótko na sam koniec zauważyć, że nie musi ona wcale oznaczać rewolucji w obszarze prawa i ustanowionego nim ustroju w celu obrony interesu publicznego, bowiem (przy dość radykalnym w swym obrazie założeniu, że ustawa zasadnicza i reszta prawa nie jest skrajnie niesprawiedliwa i nie prowadzi nieuchronnie do rychłej katastrofy) równie dobrze zasada ta może zawierać się w ramach ustanowionego (przez obywateli i ich przedstawicieli w konstytucji i ustawach) porządku prawnego i stanowić właśnie swoistą dyrektywę przy stanowieniu i stosowaniu prawa, przy jednoczesnym poszanowaniu dotychczas istniejącego systemu. A system ten, nawet jeśli uznawany jest za zły, nie powinien być (prawie?) nigdy zmieniany wbrew zasadom w nim panującym. Wszak bowiem hołdowanie bezhołowiu nigdy nie będzie stanowiło realizacji zasady, że salus rei publicae suprema lex esto.
[-] 1 użytkownik podziękował za ten post:
  • Ali ibn Abi Talib
#8
W teorii władza nie powinna nadużywać prawa, działać na jego graniach ani tym bardziej łamać prawa nawet kiedy to jest konieczne. W teorii ponieważ wiemy, że często jest inaczej. Tutaj przychodzi "paradoks tolerancji" czyli czy przeciw łamiącym prawo, państwo może łamać prawo by z nimi walczyć. Jeżeli państwo ma dobrze działające aparaty oraz dobrze skonstruowane prawo może spokojnie walczyć z wrogiem wewnętrznym (czyli tymi którzy działają na niekorzyść) bez działań mogących wzbudzić mieszane uczucia, które mogły by nawet potępiać decyzje władzy, które są podjęte w dobrej intencji.
Jednak przypomnijmy, że działania na niekorzyść to takie działania które szkodzą państwu jako całości w tym obywatelom a nie działania mające na celu zmienić system czy inne elementy państwowe, które to decyzje nie wpłyną negatywnie na społeczeństwo np. ograniczając aktywność obywateli. Takie działania które utrudnią funkcjonowanie państwa, wyciek poufnych danych (oczernienie państwa), czy inne jawnie dążące do poniesienia przez Republikę strat są działaniami negatywnymi, z którymi oczywiście powinno się walczyć. Walka takowa powinna być legalne i toczyć się w granicach prawa, dobre prawo przewidzi możliwości takie, źle skonstruowane sprawi, że realnie państwo nie będzie w stanie prowadzić walki z takimi działaniami, puki parlament nie podejmie się uchwalenia nowego prawa (tutaj zachodzi znowu problem prawa działającego wstecz).
Ajatollah Ali ibn Abi Talib
#9
Bardzo ciekawy temat. Jeśli znajdę czas i ochotę to wejdę w polemikę.
Hmmm, to ja może szanownego kandydata zapytam, jaką ma wizję bialeńskiej polityki międzynarodowej, co sądzi o koncepcji mikroświata wielobiegunowego oraz czy byłby za nawiązaniem stosunków dyplomatycznych z Państwem Suderlandzkim.
#10
Należy stworzyć listę państw oraz yoyonacji. Polityka powinna być liberalna i nawet nie obawiać się nawiązywania relacji z yoyonacjami.
Mikroświat był takowy w okresie rozkwitu były państwa różnego typu, śmieszne, poważne, małe i duże. Obecnie ten wielobiegunowy świat trochę się zmniejszył.
Powinniśmy z każdym z kim możemy próbować nawiązywać  relacje. Nie musimy ich utrzymywać jeżeli druga strona będzie wobec nas negatywna. Nie powinniśmy się zamykać sami w sobie.
Ajatollah Ali ibn Abi Talib




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości