• 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Napiszmy pakta swarzenta
#11
> No i pamiętajmy, że konstytucję zawsze można zmienić

Nie wtedy kiedy konstytucja zabrania jej zmiany w celu zmiany ustroju. No chyba żeby się bawić w bazylianizm czy suderlandoidalne lolzamachy, ale chyba Bialenia jest poważnym państwem…?
#12
Cytat:Nie wtedy kiedy konstytucja zabrania jej zmiany w celu zmiany ustroju.

To jest trudne zagadnienie. Moim zdaniem taki przepis nie ma mocy wiążącej. A nawet jeśli, to pojawia się problem uchylenia konstytucji jako takiej. Wprawdzie wnioskując z mniejszego na większe, skoro nie można zmienić konstytucji w zakresie ustroju, to tym bardziej nie można jej uchylić i wprowadzić nowego prawa w celu zmiany ustroju, ale tu wracamy do pierwotnej kwestii - każde prawo pozytywne ma swoje granice. To już niewątpliwie wiadomo od czasów słynnej formuły Radbrucha. Rozstrzygnąć jedynie należy, czy zakaz zmiany ustawy zasadniczej w zakresie zmiany ustroju jest prawem skrajnie niesprawiedliwym (w świetle prawa naturalnego) i w związku z tym nie obowiązuje, bo nie jest prawem - w znaczeniu przedmiotowym i jako prawo stanowione (pozytywne). Moim zdaniem tu właśnie mamy do czynienia z tą zasadą. Kompetencja prawodawcza też musi się gdzieś kończyć.

Cytat:ale chyba Bialenia jest poważnym państwem…?

Ten kraj jest poważny! Ja jestem poważny/a!
#13
> Moim zdaniem taki przepis nie ma mocy wiążącej.

Takie jest towarzysza zdanie opinia, ale nie wiem czy podzielana przez innych. Sama ten pomysł wzięłam z Post-Conflict Constitution Drafter’s Handbook, która została oficjalnie pobłogosławiona przez ONZ (fu, real), a gdyby uważano że taki przepis jest bez sensu i nic nie wiąże, to by raczej go tutaj nie zamieszczono.

> Rozstrzygnąć jedynie należy, czy zakaz zmiany ustawy zasadniczej w zakresie zmiany ustroju jest prawem skrajnie niesprawiedliwym (w świetle prawa naturalnego) i w związku z tym nie obowiązuje, bo nie jest prawem

A to jest już kwestią całkowicie filozoficzną.
#14
Ja też uważam, że niektóre przepisy konstytucji powinny być niezmienne, np. ten:
Cytat:Królestwo Polskie iest na zawsze połączone z Cesarstwem Rossyiskiém.
[-] 1 użytkownik podziękował za ten post:
  • Karol Medycejski
#15
Cytat:Takie jest towarzysza zdanie opinia, ale nie wiem czy podzielana przez innych. Sama ten pomysł wzięłam z Post-Conflict Constitution Drafter’s Handbook, która została oficjalnie pobłogosławiona przez ONZ (fu, real), a gdyby uważano że taki przepis jest bez sensu i nic nie wiąże, to by raczej go tutaj nie zamieszczono.

Oczywiście, to moja opinia, a nie żadna prawda objawiona.


Cytat:A to jest już kwestią całkowicie filozoficzną.

Dlatego, że to zagadnienie z zakresu filozofii prawa, inaczej być zatem nie może. Ale jest to dziedzina nieodzowna jeśli chcemy na poważnie o nim mówić i je stanowić.

A propos tego zagadnienia, polecam trudny, ale bardzo ciekawy tekst: http://juspoliticum.com/article/Towards-...-1183.html

Mój pogląd w każdym razie jest taki: prawo do uchwalenia konstytucji (a więc także do jej zmiany) jest prawem, którego wykonanie daje początek bytowi prawnemu, jakim jest konstytucja. Jeśli akt ten przewiduje normy dotyczące jego zmiany, są one pochodną prawa do stanowienia konstytucji, gdyż zgodnie z tym prawem (kompetencją) została ona uchwalona. A zatem jest to prawo, które stoi nawet ponad samą konstytucją i jako takie nie może być ograniczone przez normy tejże konstytucji. Nawet jeżeli ten sam podmiot, który dysponuje przecież tym prawem (do uchwalenia ustawy zasadniczej), ustanawiając konstytucję sam sobie ustanawia w niej takie ograniczenie. Bowiem ograniczenie jest co najmniej równoważne (o ile nie podrzędne) do kompetencji do stanowienia konstytucji. A zatem zgodnie z regułą kolizyjną, prawo późniejsze (o równej lub wyższej randze) uchyla prawo późniejsze (o równej lub niższej randze).

Jednocześnie, dla mnie osobiście, nie jest do końca możliwe wskazanie źródła tego prawa (do stanowienia ustawy zasadniczej). Można tu wskazać kilka możliwych koncepcji, ale chyba taką, która do mnie najbardziej przemawia jest koncepcja łącząca w sobie elementy nauki o konstytucjonalizmie charakterystyczne dla doktryny liberalnej oraz konserwatywnej (w odmianie ewolucyjnej, inaczej moderantystycznej), tj. że ustrój państwa wynika z umowy społecznej, jednak nie do końca w idealnym, liberalnym rozumieniu, a jako pochodna prawa narodu do stanowienia własnego prawa, która wynika także z prawa naturalnego oraz zastanej tradycji prawno-społecznej. Tutaj, w przypadku tradycji, wskazałbym z kolei na elementy ewolucjonizmu (społecznego), tj. że wynika ona (tradycja) nie tylko z jakiejś powszechnej zgody na dany porządek rzeczy ugruntowany przez wieki, ale także z narzucania własnej woli przez grupy silniejsze w danym momencie dziejowym. W każdym jednak razie: nie ma tu jasnej odpowiedzi i jakiegoś "czystego" pochodzenia tego prawa wg którejś doktryny polityczno-prawnej, a raczej dostrzegałbym tu właśnie wpływ bardzo wielu czynników.




Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości